Piszę. >> środa, 3 czerwca 2009 13:14:38
Myślałam, że już skończę, ale wyszło okropnie. Poprawiam. Monika przepraszam za niedotrzymanie obietnicy :(
komentarze [0]A więc >> środa, 22 października 2008 11:15:57
Właśnie jestem w trakcie pisania. Serio. Brakuje mi tylko końcówki, którą dopiszę w najbliższym czasie. Don't worry. Dam niusa najpóźniej w pszyszłym tygodniu. Ciao :*
PS. Jak wam się podoba szablon?
komentarze [0]Piszę. >> środa, 3 września 2008 13:10:25
Piszę notkę. Niedługo powinnam ją dodać. Kiedy? Nie mam pojęcia. Jestem w I klasie
Technikum Informatycznego, a plan lekcji jest... wymagający. Będzie. Nie martwcie się. Źyję.
Przepraszam za niekomentowanie waszych notek. GOMENASAI.
komentarze [1]No cóż... >> środa, 2 kwietnia 2008 16:02:34
Czy ktoś tu jesszcze zagląda? W każdym bądź razie nie wiem, kiedy notka. Wiem, zawiodłam. Nie komentuje waszych notek, nie napisałam opcia. A miało być tak fajnie. Niedługo mija rok...
Zmieniam adres bloga. Już od maja albo tuż po egzaminie gimnazjalnym znajdziecie mnie na www.shaman-king-wszystko.mylog.pl Będę zamieszczała tutaj różne rysunki, doujinshi, dokończę opko, może także pokażę jakąś moją pracę?
Suminase. Nie potrafię się skupić na tej historii, mam inną, inny blog. Zapraszam na
Naruto.
Może was powiadomie, może nie.
komentarze [1] >> sobota, 1 grudnia 2007 13:34:05
Siema wszystkimXD Po dość dłuuugiej nieobecności, wróciłam! Jak widać z nowym wystrojem i muzyczką. Charowałam nad tym dwa tygodnie, dopieszczając każdy szczegółó, więc radzę docenić *stalowy błysk w oku*
Stalowy... jak Ed z FMA... Śliczny... Ale Haosia nie pobije,m chociaż było blisko. SK czy FMA? Zdecydowanie to pierwszeXD
Bardzo prosze o głosowanie w sondzie. A jeśli ktoś chce, bym mu zrobiła avka( z napisem lub bez) albo szablon, niech pisze na gg lub zostawi swój adres e-mail. Już mi skrzynka działaXD
mam małą zmiane podpisu: z Keiko na Naomi. W końcu moje imię też zaczyna się na 'N'.
A teraz ladies and gentelmans read it!
IX Bez tytułu part III
Dandanele zamachneła się. W jej oczach płoneło czyste szaleństwo, perfidny uśmieszek drgał na wargał. Długie pazury ze świstem przecieły powietrze, aby dostać się do gardła swojej ofiary, gdy nagle ta odskoczyła gdzieś w bok.
Sara powoli wstała, rozglądając się na boki. Pierwsze co zauważyła to oczywiście demon, nastepnie bliźniakóqw, potem leżącą na trawie szamankę, a na końcu swoje ręce całe we krwi. Przełkneła ślinę. Przypomniała sobie. Przypomniała sobie jak dusiła martwą postać... Chciała krzyczeć. Jednak żaden dźwięk nie dobiegł z jej gardła.
Anna uśmiechneła się słodko, co wyglądało wręcz komicznie biorąc pod uwagę obecny wygląd.
-Patrzcie, patrzcie- powiedziała głośno.- Uwolniłas się spod mojego zaklęcia? Nieźle.
-A-anno- zaczeła zielonooka- co ci się stało?
-Powiedzmy- zastanowiła się chwilę- że mnie coś opętało- zaśmiała się.
Szamanka spojrzała na Hao. Pokazywał jej wzrokiem ziemię. Spojrzała na nią, nie rozumiejąc o co chodzi. Po chwili dostrzegła kilka grubych kresek otaczających ich wszystkich. W mig pojeła intencje Władcy Ognia. Podbiegła do krawędzi kręgu i starła ją. Demon przestał się śmiać i zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
-Co ci to da? Przywołasz swojego ducha, ale nie masz forioku, by się bronić.
-Ja mam- odezwał się Yoh. Dandanele odwróciła się. Kompletnie o nich zapomniła.- Radzę ci dobrze: odsun się, albo...
-Albo co?- prychnął demon. na chwilę znów przybrała postać dawnej Anny. Podeszła wolnym krokiem do krótkowłosego. Ten nie poruszał się. Patrzył tylko na nią, nie wiedząc co zrobić.- Skrzywdzisz mnie, Yoh? Kotku...
-On może nie- długowłosy przyłozył miecz do szyi demona- ja tak. Masz ostatnią szansę, by uwolnić Annę i odejść.
-Głupcy!- wrzasnęła itako. Machneła ręką, a wielka fala udrzeniowa odrzuciła wszystkich na boki.- Jeszcze tu wrócę! A wy będziecie żałować, że się urodziliście!- znikneła.
-Anno, nie!- Yoh upadł na kolana. Nie mógł w to uwierzyć. Jego ukochaną opętał demon, a on nie może nic zrobić...
Hao w tym czasie podszedł do Sary. Stała nieruchomo, jakby skamieniała. Perliste łzy toczyły się po umorusanych policzkach. Wpatrywała się w ciało rudej dziewczyny, zaciskając mocno pięści.
-Ja ją zabiłam- szepneła.
Szaman nic nie powiedział. Przytulił ją do siebie delikatnie jak motyla. Nie chciał, aby płakała. Pstryknięciem palców wysuszył strumyczki wody. Doskonale wiedział, co czuje w tej chwile dzieczyna, jak jej serce krwawi...
-Nie wiedziałaś, co robisz- mruknął.- To nie twoja wina.
-Nie kłam!- krzykneła. Była rozgoryczona, zła, wściekła...
-Z nas dwojga, to ja jestem mordercą, więc wiem o czym mówię- szepnął, z powagą patrząc w oczy blondynki.
Nie odpowiedziała. Przytuliła się tylko mocno do niego. Na polanie słychać było tylko jej płacz...
-Yoh, chodź- długowłosy złapał brata za ramię, pomagając mu wstać z ziemi.- Musimy wszystkim powiedzieć i...
-Nie- warknął szaman w słuchawkach.- Najpierw odpowiesz mi na kilka pytań. Po pierwsze: co to za przepowiednia, o której wszyscy mówią, a po drugie- wyciągnął palec w kierunku trochę już uspokojonej Sary, stojącej obok- co łączy Annę z nią?- powaga w oczach Asakury zdumiała Hao. Po raz pierwszy widział ją u bliźniaka. Westchnął.
-Nie mogę- szepnął.
-Możesz i mi powiesz- Yoh chwycił Pna Pięciu Elementów za pelerynę, przyciągając go do siebie. Obnażył zęby, jakby chciał coś ugryźć.-Nie mam zamiaru się powtarzać.
-Yoh, spokoj...
-Nie przerywaj mi- wycedził krótkowłosy.- Też chcesz to wiedzieć- dziewczyna zwiesiła głowę. Czy chce to wiedzieć? Chce, odkąd tu jest...-Więc, Hao?
Sorki, że krótko:( jakoś mi ta notka nie wyszła... :( Ale jestem chora, więc to mnie troszeczkę usprawiedliwia. Dlatego wszystkich odrazu o notce nie powiadomiłam.
Mam coś da ciebie Hana za te opóźnienia z szablonem.

A oto parę fotek:
Yohś (specjalnie dla Moniś)

Ten jest najlepszyXD

A teraz moja ulubiona postać:

Haoś:*
Czy on się rozbiera? Respirator proszęXD

Mój ulubiony

To się nazywa mieć ogień w oczachXD
Przypominam o sondzie!
Naomi
komentarze [30] >> piątek, 26 października 2007 14:07:37
Jestem kompletnie wyzuta z sił. Zapisałam się na karate kyokushin i nie długo będę miała egzaminy na belkę, wiec muszę ćwiczyć, ale chyba trochę wczoraj przesadziłam. Wszystko mnie boli... Jak ktoś zna doby sposób nazakwasy- oprócz masażu, ponieważ nie pomaga- niech napisze, OK? Przypominam o wpisać do Księgi i wielkie dzięki dla youkai-trio za tłumaczenie piosenki. Tłumaczyłam sobie sama i wyszło prawie identycznie. Ostatnia piosenka, którą tłumaczyłam... no... nie za bardzo trzymała się oryginału:D
A teraz wszyscy zaczynają wiwatować, proszę* rozegają sie wiwaty i oklaski* Chcę ogłosić, iż po raz pierwszy jestem dumna ze swojej notki. Po raz pierwswzy i mam nadzieję, iż nie ostatni. ta notka opowiada o wydarzeniach sprzed tygodnia różnych osób, nie tylko Anne, więc konkurs nadal trwa:)
IX Bez tutułu part II
-Anno, coś ci jest?
-Nie.
-Ale Anno, przecież widzę.
-Yoh, ucisz się wreszcie i idź porób tysiąc kółek wokół Patch, już!- blondynka jednym zdaniem ucieła rozmowę.
Szatyn wyszedł, zostawiając itako samą. W drzwiach rzucił jej przeciągłe, smutne spojrzenie. Od wczoraj zachowuje sie dziwnie, nic mu nie mówi, nawet nie dała się pocałować na dzień dobry-a to był stały element jego dnia. Identycznie jak Sara, uświadomił sobie, przypominając sobie wczorajsze zachowanie szamanki w stosunku do jego brata. Patrzyła na niego spod byka, warcząc zamiast odpowiadać. Co się z nimi stało?, zastanawiał sie w duchu. Anno...
Itako ze złością uderzyła pięścią w ścianę. Nie dość, że czasami nie może sobie przypomnieć, co robiła przed kilkoma minutami, to jeszcze ona i ta "podrzędna szamanka z przypadku, której nie chce się ćwiczyć"- według jej słów (alias Sara) ma te same sny, co ona. Popełnia morderstwo, a następnego dnia kogoś znajduję martwego. Poczuła gęsią skórkę na całym ciele. Gdyby ktoś sie o tym dowiedział. Od razu stałyby się wrogiem publicznym numer jeden. Blondynka westchneła. Czemu takie rzeczy zawsze przydarzają się mnie, lamentowała w duchu.
Anna była w trakcie oglądaniadziesiątej w ciągu tego dnia telenoweli, gdy nagle naszły ją okropna mdłości. Udała się szybko do łazienk, "zwracając" śniadanie. Otarła usta rękawem swetra- było dosyć chłodno, więc go ubrała- i oparła sie o pralkę, czekając, aż ustaną dreszcze. Dygotała na całym ciele, jakby miała febrę. Skuliła się, czując olrzymi ból w całym ciele. Chciała krzyczeć, jednak coś scaliło jej usta. Nie mogła ich otworzyć. Nie mogła nawet złapać powietrza. Ostatnie co ujrzała nim opadła w ciemność, to miliony czrnych kółek przed oczami...
Sara leżała w kałuży, miotając się na wszystkie strony. Jakaś niewidzialna siła chwyciła ją za ręcę, nie pozwalając wstać. ktoś przycisnął jej głowę do chodnika. Woda wlewała się dziewczynie do nosa i ust. Walczyła o każdy odech. Przychodziło to szamance z coraz większym trudem. Nie mogła nawet utworzyć kontroli ducha, przywołać Layoness. Ten "ktoś" wyssał z niej całe forioku. Pociemniało jej przd oczami...
Yoh wpatrywał się przerażonym wzrokiem w dwie blondynki. Jedna z nich siedziała pod drzewem. Ręce miała we krwi, puste oczy wpatrywały się w coś za jego plecami. Druga natomiast pochylała się nad martwym ciałem szamanki, ocierając usta ze słodkiej cieczy. Zachichotała głośno, na widok obrzydzeniana twarzy szamana.
-Coś się stało, Yoh?- zapytała słodko, podchodząc do niego.
-Radzę ci dobrze: odsuń się- wycedził, próbując sięgnąć po miecz. Nagle odkrył, iż nie może. Nie może wykonać najmniejszego ruchu.- Co ty zrobiłaś?
-Nic wielkiego- blondynka uśmiechneła się fałszywie.- Naruszyłeś krąg, więc nie możesz się ruszać. Fajnie jest mieć na swych usługach medium- zaczeła sie śmiać. Jej głos zmroził krew w żyłach szatyna. Nie miał pojęcia co robić. Liczył na to, iż przyjaciele zaraz przybędą, czując, że ma kłopoty.
-Czego od nich chcesz?- zapytał z rezygnacją szaman.- Czemu je opętałaś?! Kim jesteś do cholery, mów!
-Więc już wiesz- jego rozmówczyni podeszła do niego, objawiając się w swojej prawdziewj postaci. Jej skóra zczarniała i zrogowaciała, oczy zapłoneły czerwienią, paznokcie zamieniły się w metrowe szpony. Lekko rozszerzone wargi ukazywały ostro zakończone kły.- Jestem Dandanele, Władczyni Demonów- przejechała palcem po policzku Yoh.- Jesteś zły za Annę? Jak już skończę, może coś z niej zostanie.
-Ty...!
-Puść ich- obok rozmawiających przeleciała ze świstem kula ognia- albo następnym razem trafię- Hao zrobił krok w przód. Nagle jego kontrola ducha znikneła.- Co jest?
Dandanele roześmiała się głosno.
-Jak jeden z braci głupi, to drugi również.
Wtem zamarła. Z jej twarzy odpłyneła krew, usta wygieły się w grymasie niezadowolenia. Uderzyła się pięścią w brzuch, a następnie szponem przecieła rękę. Zielony płyn kapał na trawę. Dziewczyna podniosła głowę, oddychając głęboko.
-Ta mała szmata jednak jest silniejsza niż myślałam- mrukneła, jakby sama do siebie.- Ból zadany jej duszy, powinien czegoś ją nauczyć. Rany fizyczne, mogą zniszczyć duszę opętanej osoby- wyjaśniła oniemiałym bliźniakom.- Co ja mam teraz z wami zrobić?
Podeszła do blondynki pod drzewem, klękając przed nią. Podniosła jej głowę szponem nieco wyżej. Jeden z Asakurów spiął mięśnie.
-Zrób jej coś, a...
-A co?- demon roześmiał się paskudnie.- Cieszę się, że tutaj jesteś. Chcę, żebyś widział jej śmierć- szatyn zaczął się wyrywać.- Co ci to da?- zdziwiła się.- Tylko się zmęczysz. Oh, czyżby ci na niej zależało?- oczy Dandanele zapłoneły nienawiścią, gdy spojrzała na dziewczynę.- Czas się pożegnać, słońce...
Nie wiem jak wy, ale mnie sie wydaje, że mój styl pisania trochę sie zmienił. Kiedyś było więcej dialogów, prawda? Czy tylko mi się tak wydaje?
Konkurs trwa nadal. Nieźle wam treraz zamieszałam, nie? Ale już w nasteonej notce (prawie)wszystko się wyjaśni.
I komentować tę *^&%$
Keiko
komentarze [42] >> piątek, 12 października 2007 17:11:58
Siemka:) Oh, jak się za wami wszystkimi stęskniłam:* Nie, nie porobiło mi sie nic z głową. Po prostu mam tyle roboty w szkole, że przy blogu nareszcie sie odprężam. Serio.
Co do ostatniej notki. Nie chcę byście pomyśleli, że nie było wtedy wsytępu, bo was nie szanuję. Co to, to nie. Miałam wenę i ograniczony czas przy kompie. Dzisiaj trochę się rozpiszę:)
Zauważyliście już, ze zmienił się szablon? Sama zrobiłam. Ja, ja sama- puszy się jak paw-! Pracuję na Nvu wersja1.0 i nie muszę znać HTML. Tworzę szablon, lokalizując już wszystko na ekranie. Nie jest może zbyt piękny, ale na obrazku Haoś wyszedł super. Dlatego jest tenrysunek a nie inny. A jeśli ktoś wie, jak zrobić muzykę, niech napisze w komentach, OK?
Mam dla was mały komkurs. Zwycięzca otrzyma 20 komentów. Pytanie brzmi: 'Kogo opętał demon?'. W tej notce nie znajdziecie zbyt wielu wskazuwek, ale może ktoś będzie miał szczęście...
Ostanio zakochałam się w ekstra piosence. 'Never' Sistem. Przedtem było 'Never had a dream come true' club7, a teraz to. Mogę ten tekst nucić godzinami:
ęIf you ever,look again,
Look into my eyes again (x2)
And if you look back into my eyes
There were never lies, never never lies, never lies (x2)
Refren: Never, I will never love again
Somebody like you
I will never, never gonna be the same
Without my babe (x2)
If you ever,look again,
Look into my eyes again (x2)
And if you look back into my eyes
There were never lies, never never lies, never lies (x2)
Refren: Never, I will never love again
Somebody like you
I will never, never gonna be the same
Without my babe (x2)
I will never love again ...(repeat)
Refren: Never, I will never love again
Somebody like you
I will never, never gonna be the same
Wïthout my babe (x2)
Jak ktoś zna tłumaczenie, niech mi również napisze, dobrze? Dzięki.
Chcę jeszcze podziękować wszystkim komentującym i tym co wchodzą. Dzięki wam mam ponad 2000 wejść. Zakładając bloga, nie spodziewałam się aż tylu. Domo arigato:*
Sorki za literówki, ale nie mam Worda poprawiającego błędy. A teraz opek:
IX Bez tytułu part I
Sara odłożyła na bok książkę. Na dworze pada i nie moze się skupić na tekście. Dopiero po chwili spostrzegła, że przeczytała zaledwie dwie linijki tekstu, a mineła godzina. Od dwóch dni często zdarzają się jej takie rzeczy. Nagle odpływa myślami, nie pamiętając co robiła wcześniej. Dziwne. Ma też okropne sny. Goni kogoś. Ta osoba upada, a potem ona morduje ją bez zmrużenia oka, nastepnie... No właśnie. Nigdy nie wie co jest nastepne. Za każdym razem budzi się z krzykiem. A wszystko zaczeło się tydzień temu. Wtedy też tajemniczy zabójca zaczął grasować po Patch. Rada zostawiła postawiona w stan gotowości, szamanom zabroniono wychodzić po zmroku, a i tak codziennie słyszy się o nowych mordach. Dziewczyna zadrżała. Jak ktoś moze robić coś takiego?
Do sypialni szamanki zapukała Tamara.
-Coś się stało?- spytała, widząc bladą twarz przyjaciółki.
-Nie, nic- mrukneła blondynka.- Po prostu myślę o tych wszystkich morderstwach. To okropne- ponownie się wzdrygneła.
-Wiem o czym mówisz- wizjonerka przytakneła, lecz zanim zdążyła cokolwiek dodać, do pokoju wpadł zdyszany Yoh- Jest tutaj Anna?
Dziewczyny pokręciły przecząco głowami, a szatyn zaklnął siarczyście. Szukał jej już wszędzie i nic. Jakby rozpłyneła się w powietrzu. Gdzie mogła być w taką pogode?
-Jeszcze jej nie znalazłeś?- Hao podzedł do brata, a Sara odwróciła wzrok. Ostatnio nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Od tamtej walki w koloseum.- Byłeś w barze Silvy?
-Byłem wszędzie- jęknął zrezygnowany młodszy Asakura.- Nie ma, nic, wyparowała. Już od kilku dni tak nagle wychodzi bez słowa wyjaśnień, a teraz...
Nagle Sara zachwiała się. Gdyby nie szafka obok niej, upadłaby. Przez chwilę zobaczyła las. I usłyszała czyjś krzyk. Rozdzierający uszy, bolesny oraz śmiech. Okrutny, bezlitosny. Na ułamek sekundy staneła jej przed oczami twarz jakiegoś szamana. Nie, nie jakiegoś, poprawiła się w myślach. Znaleziono go wczoraj. Martwego.
-Saro, wszytko gra?- długowłosy zrobił kilka niepewnych kroków w jej stronę.- Dobrze się czujesz?
-Tak- odparła szybko. Widać było, iż kłamie.- Powinnyśmy poszukać Anny. Wszyscy razem. Co wy na to?
Yoh kiwnął głową. Martwi sie o medium. Tak bardzo kocha i tak bardzo sie martwi. A ona mu o niczym nie mówi. Ta jej duma. Dlaczego do cholery Anna musi tak być?, wyzywał w myślach. Dlaczego nie dzieli sie ze mną swoimi problemami?
-Przyniosę płaszcze przeciwdeszczowe- zaofiarowała się Tamara i po chwili już jej nie było.
Sara biegła przez prawie puste uliczki wioski. Wołała głośno imię medium, rozglądając się na wszystkie strony. wtem znowu ją to dopadło. Znowu zobaczyła TO. Czyjąś smierć. Tym razem sprzed dwóch dni. A potem trzech. Jękneła głośno, łapiąc się za głowę i upadając w kałużę...
Yoh przedzierał się przez las. Wątpił by Anna była tutaj, ale nigdy nic nie wiadomo. Usłyszał dziwne...jakby chłeptanie. Ostrożnie wyjrzał zza krzaka. To co zobaczył, zmroziło mu krew w żyłach. Nie wierzył własnym oczom.
W świetle błyskawic nad martwym ciałem pochylała sie dziewczyna, pijąc krew zmarłej. Czerwona krew ściekała jej po brodzie. Zauważyła szamana. Otarła usta z przebiegłym uśmiechem.
-Witaj, Yoh Asakuro...
Sorki, że krótko. Chcę wam jeszcze polecić bloga: www.lir-yoh-shamanking.mylog.pl Jest ekstra. Mojej siostry.
I przypominam o konkursie!
Keiko
komentarze [24] >> sobota, 29 września 2007 13:16:49
I bez żadnego wstępu. Oto moja notka:
Powrót part II
Przez ciche uliczki Patch przemykała niepostrzeżenie mała, drobna postać. oglądała się co chwilę za siebie, jakby bała się, że ktoś ją goni. W świetle ulicznej latarni widać było jej przerażone oczy.
Nie wiedziała co robi. Obudzila sie w środku nocy i teraz gna jak szalona do lasu, popychana przez nieznaną jej siłę. Siłę, której nie potrafiła sprostać.
Zatrzymała się na małej polanie w lesie, dysząc ciężko. Opadła na kolana, nie mogąc wstać. Jej skulona sylwetka przyprawiała odreszcze. Małe krople łez toczyły się po twarzy...
Nagle poczuła ból. Ból tak silny jak jeszcze nigdy w życiu. Złapała sie za glowę. Zdawało się, iż każdy mięsień przybyszki zostake rozrywane, kości łamane, a nerwy...
Dziewczyna wstała. Nie wyglądała tak jek przed chwilą. Jej oczy zrobiły się czerwone, paznokcie przedłużyły się do metrowej długości. Bardziej przypominały szpony.
Demon przeciągnął się mocno. Jakże cudownie jest znowu oddychać. Powietrze jest takie... odżywcze. Ale nie zapełnie jej żołądka. A ona musi jeść. Potrzebuje czegoś...
- Co tutaj robisz?
...żywego.
Odwróciła sie do chlopaka. Blask księżyca rozswietlił jego powoli rozszerzające się ze strachu błękitne oczy. Usta otworzyły się przygotowując do krzyku. Stał tak sparaliżowany przerażeniem, nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu.
Demon nie czekał. Jednym szybkim ruchem przebiła mu gardło. Z gardła popłynął strumień krwi. Blondyn opadł powoli na ziemię, niczym na zwolnionym filmie.
Nieznajoma zaczeła chłeptać krew. Słodka ciecz spływała jej do żołądka, gasząc pragnienie, dodając sił.
-Wróciłam Królu, wróciłam!- krzykneła. Słowa utoneły w ciemnościach nocy...
I jak?
Keiko
komentarze [26]Jestem i nie wiem kiedy będę >> sobota, 15 września 2007 14:33:01
Jestem? Tak jestem!:D Envy, proszę odłóż noże, zaraz się wytłumaczę! Więc mój komp jest w naprawie, a notkę dodaję od Moniś (jesteś kochana). Swój komp odbiorę gdzieś dopiero 28IX- eee... Envy, czemu rysujesz tarczę do rzutek na mojej głowie i ostrzysz noże? Faust, powstrzymaj go!- dlatego na razie nie skomentuję wam notek i nie wiem kiedy następna będzie u mnie:(( Może uda mi się dorwać do kompa w bibliotece. Wiecie, że w prawie stutysięcznym mieście nie ma ani jednej kafejki internetowej? To skandal!
Notka na moim drugim blogu też nie wiem kiedy się pojawi.
A teraz kończę nudzić i zapraszam do czytania.
VIII Powrót part I
-Och Anno, my już nie możemy- jęknął Yoh na wieść o ćwiczeniach z hantlami.- Reszta wiedziała co robi, idąc na zakupy.
-Będą ćwiczyć później- medium wzruszyło ramionami.- A Ren dotrzyma ci towarzystwa.
-Dlaczego ja?- jęknął złotooki.
-Oboje nie stosujecie mojej diety i przytyliście- warkneła opierając dłonie na biodrach.- Narazie nie widać tego tak bardzo, ale uż wkrótce zacznie być. Zresztą przy nim- właśnie wszedł Hao bez koszulki- przydałby wam się porządny trening na siłowni. Najlepiej kilkuletni- zakończyła złośliwie.
-hej!- krzykneli obydwaj, obrażeni.
-Zaraz odbiję ci dziewczynę- szepnął gługowłósy do brata.
-Zapomnij- ostudziła go ciemnooka.
-To może panienka?- położył ręce na ramionach Sary.
Odkąd ją przeprosił, niby wszystko było OK, ale nadal pamiętali te minuty, gdy z wyczekiwaniem wpatrywali się w swoje oczy, chcąc dojrzeć w nich potwierdzenie tego, że druga osoba czuje to samo. Gdzies tam, w głębi, gdy na zewnątrz nie chcieli się do tego przyznać, wciąż na nowo przeżywali te chwile, kiedy siedzieli tak blisko siebie a jednocześnie daleko. Kiedy oboje stchórzyli, bo bali się reakcji. Reakcji osoby, na której im najbardziej zależ...
-Po moim trupie- oświadczyła, odwracając głowę w bok.
-To da się zrobić- wyszeptał jej do ucha.
Czując jego ciepły odeech na szyi, chciała przymnknąć oczy, oddająć się przyjemnemu uczuciu. Uczuciu, które wypełniało jej całe ciało, wywołując przyjemne dreszcze na plecach...
-Przestań- stukneła go łókciem w brzuch. Odsunął się, uśmiechając figlarnie.
-Dość tego- uspokoiła ich medium.- Ren, Yoh, dwadzieścia pięć serii z hantlami po sto podnoszeń. To tylko pięćdziesiąt kilogramów a jednym razem. Hao, Sara, za mną.
Szamani popatrzyli na siebie zdziwieni.
Anna zaprowadziła ich do koloseum.
-Dziś nie ma żadnej walki, więc będziecie walczyć ze sobą- oświadczyła.
-Żartujesz?- zapytał Hao, zerkając na szamnkę. Nie chciał jej skrzywdzić. Zaśmiał się do swoich myśli. On ją? Prędzej ona jego. Poziom jej forioku już dawno przekroczył poziom starszego Asakury..
-Nie- popatrzyła na nich groźnie.- Oboje staliście się silniejsi dzięki mojemu treningowi, a ja chcę wiedzieć na co was stać.
Westcheli, jednak posłuchali rozkazu narzeczonej Yoh.
Słońce prażyło niemiłosiernie. Temperatura w cieniu osiągała nawet trzydzieści pięc stopni celcjusza. Wszyscy pochowali się w domach. Co miały powiedzieć dwie samotne postacie walczące od ponad czterech godzin? Piasek gryzł ich w oczy, strumienie potu spływały po plecach, tumany kurzu zasłaniały widok. Pojedynkowali się jednak dalej, nie bacząc na mięśnie krzyczące z bólu i urywane oddechy. I tak nie pokazywali wszystkich swoich umiejętności. Nie chcieli siebie nawzajem skrzywdzić.
Na trybunach zebrała się spora liczba szamanów. Nie mieli co robić, a nie codzień zdarza się walka dwóch najsilniejszych osób w Patch. Kibicowali pojedynkowiczom zawzięcie, lecz ci ich nie słuchali. Oprócz nich i dwóch mieczy nie liczyło się nic więcej...
W końcu Anna zarządziła przerwę. Przyjaciele opadli na piasek, nie przejmując się jego gorącem.
-Mało brakowało, a bym sie poddała- wydyszała Sara.- Świetnie walczysz.
-Ty również- Hao wysilił sie na słaby uśmiech.
-KMończcie sobie gratulowaći ruszcie tyłki- warkneła medium.- Walczyliście beznadziejnie. Nie panujecie nad mocą, a wasz styl jest beznadziejny.
Obserwujący walkę szamani, zaczeli się rozchodzić. Tak obrazić Pana Ognia? Nie chcieli być w pobliżu, gdy się wścieknie. Im walka się podobała i nie mieli pojęcia, dlaczego ciemnooka tak skrytykowała walczących.
Ci przełkneli ripostę. Nie uśmiechało im się robienie pompek do upadłego.
-Co ja widzę- uslyszeli czyjś szyderczy głos.- Toż to Hao Asakura. Długo się nie widzieliśmy. Znalazleś sobie nowych przyjaciół?
-Witaj Nichrom- powiedział lodowato długowłosy.
-Nie poznaję cię, Hao- były sędzia pokręcił niedowierzająco głową.- Dajesz sobie rządzić jakiejś dziewczynie?- za plecami Anny pojawiły się Shikigami.- A ją- wskazał na Sarę- mogłeś wykończyć kilka razy podczas tej niby walki.
-Tak ci się wydaje- stanął w obronie dziewczyny.- Jest bardzo silna.
-A może ty jesteś słaby?
-hao, nie!- szamanka złapała szatyna za rękę, powstrzymując go, od rzucenia sie na byłego ucznia.- Musi się wykrzyczeć, mały podskakiwacz.
-To ty jesteś Sara?- przyjrzał się jej.- Słyszałem o tobie. jednak nie wiem, dlaczego dla kogoś tak beznadziejnego jak ty Hao nas zostawił i...
Niedokończył, ponieważ zielonooka uderzyła go z 'liścia' w twarz, aż się przewrócił. Otgarła włosy z twarzy, przykładając mu miecz do gardła. W jej oczach można byłó dojzeć ogień.
-Nigdy więcej tak nie mów- wysyczała. Następnie odwróciła się i ssybko opuściła arenę. Nie chciała, aby przyjaciele dojrzeli łzy w jej oczach. Łzy smutku i złości. Czemu wszyscy wiedzą kim jest, oprócz niej samej? Czemu nawet Hao milczy jak zaklęty? Właśnie on? W końcu to od niego dowiedziała się o przepowiedni o sobie. W takim razie dlaczego teraz nic nie mówi? Nie widzi, że ją po prostu rani?
A teraz komentujcie tą %$^&*( Moniś zagoziła, że jeśli napisze to określenie o mojej notce, to mi ją skasuje:D) Jeśli wam się nie będzie chciało, to wybaczę. Mnie samej by się nie chciało:D
Nie wiem, kiedy będą znowu. Pryzwyczajcie sie do tego zdania:))
komentarze [20] >> sobota, 1 września 2007 13:24:41
Hej:) Zaraz na początek mała informacja: mam drugiego bloga o SK: maria-sk.mylog Starałam się by to opko było choć trochę brutalne i okrutne. Mam nadzieję, że mi wyszło. Bloczek w Fav. To jest właśnie ta niespodzianka, Anis.
Pozdrowienia dla: Moniś, Hany, Iwa-chan, Frywenn, Jessie, Anis, Spokoyoh, Moniki K, anna-yoh, Tomiko, tamao-and-len, shaman-king-2, ktos-tylko-moj, envy-world, animka, shaman-king, ich-znany-swiat. Jeżeli kogoś pominełam, to z góry przepraszam:*
I zła wiadomość. Błagam nie bijcie! Miałam w tym tygodniu mało czasu i nie dodam nowej noci* proszę, nie bijcie! skąd się wziął ten pomidor?* Idę teraz do trzeciej gimnazjum, jestem na krańcu załamania nerwowego w obawie przed egzaminami i nocie mogą się pojawiać nawet raz na dwa tygodnie. Nie będę mogła też często wchodzić na wasze blogi, lecz postaram się na bieżąco komentować:) Z góry gome, ale to nie moja wina, naprawdę. Jeszcze raz gome. W następnej noci powróci nasz 'kochany' demon z rozdziału trzeciego i mam nadzieję, że dobrze opisałam jego wejście. Za dużo gadam:) Do zobaczenia za tydzień:*
PS. Bez strachu, bloga nie porzucę:))
Keiko
komentarze [18] >> piątek, 24 sierpnia 2007 12:47:12
Hej wszystkim:)
Jak już pewnie zauważyliście mam nowy avatar. Wreszcie zbrałam się do roboty i zamówiłam go. Jestem strasznie leniwa;)
Jeżeli jesteście masochistami, to jakoś to przeczytacie;) Tam jest taki jeden fragment trochę zboczony, ale to nic. Chyba.
nie wiem kiedy następna notka. Muszę dać kompa dp naprawy:(
VII Przeprosiny i coś jeszcze.
Hao grał z Yoh w szachy, słuchając jak Pilika z Tamarą czytają swoje horoskopy. Jakoże dzień był wyjątkowo ciepły siedzieli w ogródku, chowając się w cieniu drzew przed gorącymi promieniami słońca.
-Wierzycie w te bzdury?- zapytał długowłosy.
-Oczywiście, że nie- siostra trey'a pokręciła przecząco głową.- Lubimy się pośmiać.
-Ta...- mruknął młodszy Asakura.- I dlatego cały wczorajszy dzień rozglądałaś się za wysokim blondynem o niebieskich oczach?
-Zamknij się- warkneła.
Wszyscy się roześmieli.
-Teraz ty Saro. Poczekaj... Wodnik... Mam- wizjonerka stukneła palcem w gazetę.- Chcesz posłuchać?
Dziewczyna podniosła leniwie wzrok znad książki.
-Nie mam wyboru...- westchneła szamanka.
-OK. Wodnik: 'W tym tygodniu uważaj na pieniądze. Mozesz je łatwo stracić...'
-Dziwne. Rio miał mi oddać kasę, a nie znowu pożyczać- blondynka przerwała sarkastycznym tonem Tamarze.
-'...a najlepiej wyjdzie ci randka z Bliźniakiem'- dokończyła Pilika.
-Z bliźniakiem?- Hao zachichotał, puszczając do brata oko.- To może ze mną?
-Ty Hao jesteś akurat...- zielonooka nagle zreflektowała się. Zrozumiała dwuznaczność wypowiedzi.- Bardzo śmieszne. Ale nie jesteś TYM bliźniakiem.
-O... To chyba o mnie- Yoh usmiechnął się szeroko.- Ale ja już mam dziewczynę...
-Która zaraz da ci popalić- wpadła szatynowi w słowo Anna, wchodząc do ogródka.- Co to za przerwa? Nie skończyliście jeszcze wszystkich ćwiczeń. Ruchy, ruchy. Zostało wam zaledwie dwadzieście kilometrów, tysiąc pompek i dwa tysięce brzuszków. Ruszać się, albo to potroję, jasne?! Ale już, lenie!
-Robi się- szaman w słuchawkach pocałował ją w policzek.
-Jeżeli liczyłeś na taryfę ulgową, to się przeliczyłeś- medium rozwiało jego nadzieje.
Hao patrzył na biegającą Sarę, która rozmawiała właśnie z Yoh. Nadal nie dawała sie przeprosić. unikała sytuacji sam na sam, gdzie oprócz nich nie było nikogo innego. Westchnął. Czy każda dziewczyna jest taka skomplikowana i uparta?
Mieszkał już u swojego brata dwa tgodnie. Na początku zdarzały się drobne spory, Layserg o mało go nie zaatakował, ale teraz już było OK. Jedynie szamanka się na niego ciągle boczyła. Ponownie westchnął. Przypomniał sobie pierwszy poranek w nowym domu.
Zszedł po cichu do kuchni, nie chcąc nikogo obudzić. Choć była już szósta, wszyscy eszcze spali. Anna pozwoliła im leżeć do ósmej. Zdziwiony zastał tam Sarę robiącą sobie śniadanie. Jak ona to robi, zastanawiał się w duchu, że nawet w za dużm dresie wygląda super?
-Dzień dobry- powiedział.
-Dzień dobry- odparła lodowatym tonem, wkładając talerze do zlewozmywaka.
-Nie śpisz?
-A nie widać?- prychneła.- Nie mogłam spać.
-Aha- minął ją, podchodząc do lodówki. Nie chciał pokazać, że jej słowa go zabolały. Stara sie być w końcu mily.
Zapadła cisza. O czym mieli teraz mówić? Jeszcze nie dawno szamanka miała ochotę mu przyłożyć, a teraz? Teraz nie wiedziała jek się zachować.
Szatyn położył jej rękę na ramieniu.
-Bardzo mi przykro za to, co się steło i...
-Nie mówmy o tym- przerwała szamanowi, strząsając jego dłoń.
-Ale...
-Żadnego 'ale'. Idę poćwiczyć z Layoness. Powiedz Annie, że wrócę o dziesiątej. Cześć!- wyszła szybko z kuchni.
Chłopak westchnął. Jak ma ją przeprosić, skoro ona nie pozwala mu na to? Chce się zmienić, ale przedtem musi naprawić swoje uczynki, prawda?
-Pani Glen, czy moge iść do pielęgniarki?- głos Sary wyrwał wszystkich ze stanu odrętwienia. Lekcje historii tak działają na uczniów.- Nie najlepiej się czuję...
-Ależ oczywiście. Ostatnio panuje epidemiagrypy. Żebyś jej tylko nie złapała- zmartwiła się nauczycielka.
-Yhm- mrukneła nastolatka, wychodząc.
Przyjaciele przyjrzeli się jej. Była bardzo blada.
Pielęgniarka wysłała dziewczynę do domu, mówiąc, że to zwykłe przeziębienie. Sara przespała prawie cały dzień. Nikt nie próbował nawet wejść, bo przez chorobę bardzo łatwo wybuchała i to o byle co. Uśmiecha wam się dostać w głowę sandałem? Mi nie.
* Teraz nieco zboczona część*
Wieczorem Pilika wykoczyła do sklepu. Musiała kupić coś na kolaję i tabletki dla Sary na zbicie gorączki.
Wracając, zaczepiła ją dwójka szamanów z gatunku takich, których lepiej unikać samemu. Śmierdziało od nich tanim piwskiem. Nie wyglądali na miłych.
-Patrzcie, kto idzie- odezwał sie jeden z nich, rudzielec.- Czy to nie nowa przyjaciółeczka Hao? Pewnie śpieszysz się do kumpla- zarechotał, a dziewczyna zignorowała go. Nie wszyscy uwierzyli w przemianę Hao.
Nie byli nie jednak przyzwyczajeni do ignorowania ich.
-Nie słyszałaś, co powiedział mój kumpel?- drugi blondyn, czknął.
-Spadaj- warkneła mijając go. Złapał ją za rękę, ale wyrwała sie.
-Nie podskakuj malutka- rudzielec z pryszczami na gębie podszedł z drugiej strony. Otoczyli ją.- Dziwne, że jeszcze nie wzywasz kumpl.
-Dziwne, że z takim małym móżdżkiem potrafisz sklecić jedno zdanie- wypaliła. I to był błąd. W oczach chłopaków zapłonęła wściekłość.
-Chyba musimy dać ci lekcję grzeczności- jeden z nich trzymał kotwicę, a drugi linę.
-Ostrzegam. Mój brat jest silniejszy od was i...
-I co?- pryszczaty wyszczerzył zęby.- Tu go nie ma- zaatakował, uderzając dziewczynę w brzuch. Upadła, obcierając sobie rękję do krwi i nie mogąc wstać.
-Patrz na nią. Nie może się ruszyć. Biedactwo- podeszli do niej.
Pilika była przerażona. Nie wiedziała co robić, a oni byli coraz bliżej. Chciała krzyczeć, lecz głos uwiązł jej w krtani.
-A może sie zabawimy?- bliznowaty uśmiechnął się podle.
-Dobry pomysł.
Blondyn postawił ją na nogi, łapiąc od tyłu za ręce, a rudy zaczął rozpinać niebieskowłosej bluzkę.
-Zobaczymy jaki staniczek dziś ubrałaś- zachichotał.- A potem majteczki.
-Puszczaj!- krzykneła, kopiąc go w krocze.
-O ty dziwko- uderzył ją w twarz.- Teraz to dopiero dostaniesz...- zamachnął się drugą ręką. Ta jednak nigdy nie dosięgneła celu, bo chłopak odskoczył krzycząc z bólu.
-Dalej Bason! Szybkie tempo!- blondyn odleciał do tyłu. Po chwili uciekł wraz z kumplem. Nie byli aż tak głupi. Wiedzieli, że nawet we dwóch by nie pokonali przybysza.
-Nic ci nie jest?- Ren ukucnął obok dziewczyny.
Pokręciła przecząco głową, z jej oczu popłyneły łzy. Powoli zapieła bluzkę, nie patrząc na szamana. Nie mogła uwierzyć w to co się stało. Co się prawie stało. Jeszcze nigdy nie była taka bezbronna. Zawsze umiała sobie poradzić. A teraz?
Chłopak patrzył na nią w milczeniu. Co Yoh by zrobił na jego miejscu? Przede wszystkim nie siedział by bezczynnie, odpowiedział sobie. Yoh jest bardzo opiekuńczy. Czy ja też potrafię?
-Wstań, dobrze?- poczuła, jak przyjaciel łapie ją za dłoń.- nie możesz siedzieć na cemencie(chodniku). Przeziębisz się. Chodź- pociągnął ją do góry. Poddała się mu bezwolnie. Podeszli do najbliższej ławki.
-Pokaż rękę, dobrze?
Spojrzała na niego przestraszona.
-Nic ci nie zrobie- wyjął kilka rzeczy z kieszeni.- Zawsze noszę przy sobie wodę utlenioną i bandaż. Mogę?
-przepraszam. Zachowuję sie jak idiotka- westchneła, pokazując obtarte ramie.
-Wcale nie- zaprzeczył.- Teraz zacisnij mocno zęby- polał ranę płynem. Pilika cicho sykneła.- Czego oni chcieli?- zaczął bandażować ramię.
-Kolejny fan club Hao- wyjaśniła.
-Rozumiem- skończył opatrywać dziewczynę.- Chodźmy do domu. Pewnie Trey się o ciebie martwi. Bason, weź proszę torby z zakupami.
-Dobrze, mistrzu Ren- Basona zamurowało.Czyżby usłyszał 'proszę'?
Pilika nagle rozpłakała się.
-Co jest...?- szaman objął ją po przyjacielsku, pocieszając.- Już dobrze. Uciekli. Już nikt nie zrobi ci krzywdy- sam nie wiedział dlaczego jest dla niej taki miły. Jak dla nikogo innego. Książka Jun pomaga.
-Obiecujesz?- zerkneła na niego. Jej oczy były pełne łez.
-Obiecuję- wyszeptał i... pocałował ją. Było to tylko delikatne muśnięcie warg, na które dziewczyna odpowiedziała. Przytulił ją jeszcze mocniej.
-Chodźmy- mruknął.- Miałem sprawdzić czy nic ci nie jest.
-W porządku.
Trey na widok siosry zaklnął siarczyście, za co oberwał od Anny.
-Co się stało?- spytał Layserg.
-Zaatakowali mnie jacyś szamani- wymamrotała dziewczyna.- Idę się położyć- zaczeła wchodzić po schodach.
-Czego oni chcieli?- zapytał Rena Hao.
-Nie podoba im się, że z nami mieszkasz.
-Więc to moja wina- potarł ręką twarz.
-Wcale nie- zaprzeczył Yoh.
Ze wszystkich stron posypały się zdania: 'Yoh ma rację Hao.', 'To ich problem, nie twój', 'My wiemy, jaki jesteś.' Długowłosy uśmiechnął się radośnie. Ma przyjaciól. A jeszcze nie tak dawno uważał, iż są mu całkowicie niepotrzebni.
Hao stał przed drzwiami pokoju Sary, zbierając się na odwagę.
-Wchodzisz?- odwrócił się słysząc głos Rena. Ten trzymał rękę na klamce od sypialni Piliki i Tamary.
-Co robisz?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Chciałem porozmawiać z Piliką- złotooki wzruszył ramionami.- A ty?
-Przeprosić Sarę- uśmiechneli się do siebie, jakby wiedzieli o czymś jeszcze.
Równocześnie zapukali i weszli.
Niebieskowłosa dziewczyna siedziała przy oknie, myśląc usilnie. Od wczorajszego wieczoru nie rozmawiała z Renem. Odkąd ją pocałował. Zarumieniła sie lekko. Nie potrafiła nazwać swoich uczuć. A może nie chciała?
Usłyszała, jak ktoś puka do drzwi. Po krótkiej wymianie zdań, których nie usłyszała, Tamara opuściła pokój. Odwróciwszy się, zobaczyła fioletowłosego chłopaka o złocistych oczch, na którego widok coś podskoczyło jej w żołądku, a serce mocniej zabiło.
-Coś się stało, Ren?- zapytała, siląc się na spokojny ton.
-Ja chciałem...- urwał gwałtownie.
-Chciałem, co?- podeszła do niego.
-Ja...- spojrzał na nią. Wygląda tak pięknie, pomyślał. Rózowa bluzeczka i niebieskia spódniczka idealnie podkreślały jej figurę, włosy opadały luźno na plecy. Jeszcze nigdy nie widział by miała je związane. Stała tak blisko, co wcale mu nie pomagało w powiedzeniu tego, co sobie postanowił, że powie dziewczynie (pomieszane z zagmatwanym, ale łapiecie, nie?).- Chodzi o wczoraj...
-Tak?- przysuneła się jeszcze bliżej. Jej ciepły oddech omiótł twarz szamana.- Podziękowałam ci, prawda?
-Tak, ale ja nie to... Znaczy... jak cię wczoraj... pocałowałem...to...- zaczął się jąkąć. Bał się, iż go odtrąci. Nie miał takiego pietra nawet przed walką z Hao w Sanktuarium Gwiazdy. Biorąc głęboki oddech, ujął twarz dziewczyny w soje dłonie.- gdybym zrobił to znowu, to jakbyś zareagowała?
-Na pewno bym cię nie odepchneła- uśmiechneła się lekko, czując, że nogi ma jak z waty. Wiedziała, co chłopak chce zrobić i odpowiadało jej to. Nawet bardzo.
-Cieszę się- nachylił sie do niej. Po chwili ich wargi złączyły się w namiętnym pocałunku...
-Saro? Hej Saro, obudź się- na dźwięk głosu Hao, dziewczyna otworzyła oczy.
-Dzień dobry- powiedziała z uśmiechem.
-Dzień dobry- odparł, patrząc na nią ze zdziwieniem. Odkiedy jest dla niego taka miła? To pewnie przez osłabienie.- Przyniosłem ci śniedanie. Wczoraj nic nie jadłaś- wskazał na tacę z ryżem. Anna nawet choremu diety nie odpuści.
-Dziękuję- kolejny uśmiech. Szaman powoli zaczyna się jej bać:)- Czuję się już o wiele lepiej- poinformowała go, biorąc jedzenie.
-To dobrze- również się uśmiechnął. Złapał ją za ręce.- Muszę ci coś powiedzieć.
-Hao, później...
-Nie- zaprzeczył.- Teraz- postanowił wyrzucić wszystko co mu leży na sercu.- Zachowałem się jak świnia. Już wtedy myślałem by się zmienić, jednak ciebie skrzywdziłem. Nawet nie wiesz, jak mi z tym źle. Zrozumiałbym, gdybyś się już więcej do mnie nie odeawała. Nprawdę strasznie mi przykro- spojrzał jej gęboko w oczy.- Dużo dla mnie znaczysz. Zależy mi na tobie, jak na przyjaciółce- dodał szeptem.
-Tylko jak na przyjaciółce?
Patrzyli na siebie kilka chwil w milczeniu. Żadne nie chciało wykonać pierwszego kroku, powiedzieć, jak tęsknią za swoimi rozmowami, takimi szczerymi, za swoją obecnością... Nie chcieli przyznać, iż będąc tak blisko siebie jak teraz, jest im dobrze, czują się bezpiecznie. hao już otwierał usta, chcąc odpowiedzieć na pytanie szamanki, gdy usłyszeli jakieś krzyki na korytarzu, a drzwi przebiła ogromna bryła lodu.
-Sprawdźmy to- blondynka szybko wstała, owijając sie szczelniej szlafrokiem i wychodząc na korytarz. Szatyn poszedł za nią z niezbyt wesołą miną. Czar chwili prysł.
-O, Ren, cześć. Co ty robisz?- Trey popatrzył na przyjaciela, który właśnie zamykał drzwi od sypialnii jego siostry.
-E... Nic- odparł szaman, czerwieniejąc lekko.- Byłem się zapytać, czy wszystko w porządku- obiecał Pilice, że na razie nic nie powiedzą jej bratu.
-Aha...- niebieskowłosy spojrzał na niego podejrzliwie.
-No co?
-Czy mi się wydaje, czy ty się bujasz w mojej siostrze?
-E... No...Ja...
-Całowałeś ją?- spytał Usui z rządzą mordu w oczach.
-Tak?
-Zabije cię!- wrzasnął niebieskowłosy.- Za dotykanie mojej siostry- bryła lodu poleciała w stronę pokoju Sary.
-Uspokój się śnieżynko!- Ren wyjął guan-do.
-Co się tu dzieje? Spokojnie- bliźniacy odsuneli od siebie przyjaciół.
-Zwariowaliście?!- krzykneła Anna.- Migiem posprzątać mi to!- wskazała na szczątki drzwi.- A ty Trey panuj nad emocjami!
-Co to za hałasy?- Pilika wyjrzała na korytarz.- Ren...
-Powiedziałem mu o nas i twój braciszek trochę sie wkurzył- Ren wzruszył ramionami,.
-Ach tak?- popatrzyła na brata z furią. Ten przełknął ślinę. Pilika czasami za bardzo przypomina Annę.- Teraz będziesz mi mówił z kim mam się umawiać? TERAZ idę z RENEM na spacer, a ty sam sprzątniesz ten chlew- zaakcentowała pierwszy i trzeci wyraz, biorąc fioletowłosego za rękę i idąc w kierunku schodów.
-Co ona w nim widzi?- zapytał Usui.
-Powiedzieć mu czy nie?- Tamara zachichotała.
-Dobra, koniec tych żartów- oznajmiło medium.- Trey ma tu posprzątać, a reszta pięćdziesiąt kilometrów już!
komentarze [33]
>> sobota, 18 sierpnia 2007 13:00:47
I oto kolejna nocia. Prawie bym jej nie dodała. Moje 'kochane' rodzeństwo wróciło z wakacji, w dodatku jest u mnie ośmioletni kuzyn, a ja jako najstarsza muszę się wszystkimi zajmować. Niby wakacje, a życia nie mam:( TT. Dobra, już mi lepiej. Musiałam się komuś wyżalić:)
Chcę też polecić blog: www.iwa-shamanking.mylog.pl Pojawił się dopiero wstęp, ale mi już się podoba:)
VI Przemiana.
Yoh obudził się, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Pokój zalany był światłem. Dopiero po chwili dostrzegł leżącą obok Annę i przypomniał sobie wszystko.
Przyjrzał się jej uważnie. Kilka kosmyków przesłaniało jej na twarz, na której było widać ślady łez. Wyglądała jeszcze śliczniej niż zwykle. Gdzie on miał oczy, skoro nie widział jaka jest ładna?
Otworzyła oczy.
-Dzień dobry- mruknął, odgarniając jej włosy ręką, którą obejmował ją w pasie. Ta po sekundzie wróciła na swoje miejsce.
-Dzień dobry- odpowiedziała szeptem.
Nic już więcej nie mówili, patrząc sobie w oczy. Czuli się dziwnie, ale dobrze. Było im przyjemnie, choć nie potrafili nazwać swoich uczuć. Wpatrywali się w siebie, jakby się zobaczyli po raz pierwszy. Dotyk, bliskość ciał, ciepło upajało ich.
Chłopak przysunął swoją twarz do jej i pocałował ją lekko w usta. Odpowiedziała na pocałunek. trwał tylko chwilę, lecz była to chwila wspaniała, cudowna. Byli po prostu szczęśliwi.
-Lepiej się czujesz?- zapytał.
-Już jest w porządku- odparła, wtulając się w niego.- Ale poleżmy jeszcze chwilę, OK?
-Skoro chcesz...- nachylił się do niej, szepcząc do ucha.- Ja nie mam nic przeciwko.
Po kilku minutach usłyszeli dzwonek u drzwi, a po paru następnych głos zdziwionej Sary:
-Hao? Co ty tutaj robisz?
Oboje westchneli, odsuneli się od siebie (z trudem, trzeba dodać) i zeszli na dół.
Hao wrócił do obozu, ale nie był szczególnie szczęśliwy. Wyzbyl się swojej dumy i poszedł ją przeprosić, lecz go wyrzuciła. Po czterech latach Wielki Hao Asakura wraca do życia i co? I byle jaka dziewczyna miesza go z błotem. nie, poprawił się w myślach. Sara to nie 'byle jaka dziewczyna'. Jest wyjątkowa i nie chodziło mu tylko o jej moc. Czy to możliwe?, zastanawiał się w duchu. Możliwe bym po raz pierwszy od tysiąca lat się za...
-Mistrzu?
-Słucham Opaczo- dopiero teraz zauważył spory tłumek wokół niego.
-Chodzi o to mistrzu- Nichrom wystąpił przed szereg zgromadzonych szamanów.- Czy ty nadal chcesz robić to, co wcześniej?
-Co to ma znaczyć?- zapytał uprzejmym tonem, jednak w środku cały się zjeżył.
-Odkąd wróciłeś z Polski stałeś się milczący, nieobecny. Jakby nic cię nie obchodziło- powiedział były czlonek Rady.- Wydaje nam się, iż straciłeś wiarę we własne dzieło.
-Masz rację- szatyn uśmiechnął się.- Przekonałem się, że można żyć obok ludzi w harmonii, razem z nimi ratować tę planetę.
Jego zwolennicy utworzyli kontrolę ducha.
-Ale my tak nie uważamy- odezwał się jeden z nich.
-Właśnie- dodał drugi.- Więc albo odejdziesz po dobroci albo cię wyrzucimy. Możesz też zostać i nadal być naszym przywódcą.
-Ty również przeciwko mnie Opaczo?- spytał cicho brat Yoh dziewczynką, a ta pokiwała smutno głową.- Chcecie mnie pokonać? Doskonale zdajecie sobię sprawę, że tego nie zrobicie. Jestem znacznie silniejszy niż wy-rzekł głośno.
-Zawsze nam powtarzałeś, iż przyjaźń osłabia szamana. Ta dziewczyna osłabiła ciebie.
-A jeżeli się myliłem?- nagle otoczyły ich płomienie, a szatyn wstał. Znów był niezwyciężonym Hao Asakurą.- Żegnam was. lecz dobrze by byłó, gdybyście również przemyśleli swoje zachowanie- odwrócił się i zniknął.
W obozie zapanowała cisza. Nikt nie wiedział ci powiedzieć. Ich przywódca odszedł. Tak po prostu. BEZ WALKI, co dziwiło ich najbardziej.
Hao nie wiedział co robić. Nie tak wyobrażał sobie odejście z obozu. W ogóle go sobie nie wyobrażał. Myślał, iż ich przekona, lecz nie udało mu się. Nawet Opaczo się od niego odwrócił. Zrobię to, postanowił, przygotowując się na kolejne wyrzucenie z tego domu. Drugi raz tego samego dnia.
Sara przeciągnąwszy się, usiadła na macie. przecierając oczy, spojrzała na zegarek. Dochodziła dziewiąta. Posmutniała nagle przypominając sobie nocną wizytę Hao i rozmowę z Anną.
-Co ja jej zrobiłam?- zapytała na glos. Nie musiała się martwić, że ktoś ją usłyszy. Tydzień temu skończyła sprzątać pokój, który kiedyś służył za magazyn i został jej własnością. Miała tu biurko na przeciw drzwi, obok szafę. po drugiej stronie sypialni telewizor i wieżę (Rada sponsoruje). Ściany były w kolorze jasno-żółtym.
-Naprawdę nie wiem- Layoness położyła jej rękę na ramieniu.- Nie zadręczaj się tym. lepiej zejdź na dół i zjedz śniadanie.
-A Anna...?
-Myślę, że...- duch zastanowił sie chwilę.- Udawaj, że nic się nie stało. W każdym bądź razie daj jej trochę czasu. Niech ochłonie. Może wtedy ci powie.
Blondynka westchneła. Ile jeszcze musi ją czekać, by dowiedziła się prawdy? Prawdy... o sobie?
-Trey, oddaj tegotosta- warknął Ren.- Zjadłęś już pięć, a ja dopiero jednego.
-No i co z tego?- niebieskowłosy pomachał chlebemprzed oczami przyjaciela.- Nic się nie stanie, jak zrzucisz kiloka kilogramów.
-Odwołaj to!- złotooki poczerwieniał.
-Ja go chętnie wezmę- Sara zręcznym ruchem wyjeła tost z ręki chłopaka i ugryzła.
-Ej! Tak nie można!- krzykneli równocześnie.
-Pięknie- Pilika przybiła jej piątkę.
-Gdzie reszta?- zapytała szamanka, siadając przy stole i nalewając sobie maślanki truskawkowej (pycha!- dop. autorki) (wcale nie- dop. Sary) (nie znasz się- dop. autorki) (właśnie, że się znam i dlatego to ochyda- dop. Sary) (jeszcze jedno słowo, a będziesz chodzić z Choco- grozba autorki) (czy ja coś móiłam?- zdziwienie Sary) (nic- dop. autorki- przepraszamy za utrudnienia:)).
-Choco i Faust gdzieś wybyli, Layserg z Motym w bibliotece, Jun na zakupach- wyliczyła Tamara.- Skorzystali z tego, że Anna i Yoh jeszcze śpią i powychodzili.
-Jeszcze?- blondynka zrobiła duże oczy.- To dlatego nie trenuję od kilku godzin.
Wszyscy pokiwali głowami.
-To trochę długo. Przecież wczoraj zasneła dość szybko- zauważył Trey.
-W nocy wydawało mi się, że słysze wasze głosy. Twój- Ren wskazał na zielonooką- i Anny. Pokłóciłyście się?
-nie ma o czym mówić- Sara odwróciła wzrok. Nie od wczoraj było wiadomo,że medium za nią nie przepada i chyba postanowilo jej co nieco wygarnąć.
-Ale- zaczeła Pilika, lecz przerwał jej dzwonek u drzwi.
-Ja otworzę!- krzykneła blondynka.
Domownicy siedzieli kilka chwil we względnym spokoju (zaczeła się kłótnia Rena i Trey'a). Poderwali się natychmiast, słysząc głos szamanki:
-Hao? Co ty tutaj robisz?
Dziewczyna z ulgą wyszła z kuchnii. Podziękuję na kolanach osobie, która mnie uwolniła od dalszej odpytki, obiecała sobie w duchu.
-Już idę!- krzykneła, otwierając drzwi.- O co...- niedokończyła, widząc kto przyszedł.
Nie widziała go od wczorajszego wieczoru. W dziennym świetle wyglądał cudownie. Światło grało w jego ciemnych włosach i oczach.
-Hao?- wydusiła z siebie w końcu.- Co ty tutaj robisz?
Jednak nie podziękuję, pomyślała.
Chłopak długo stał pod drzwiami domu brata, nie wiedząc co zrobić. Teraz, za dnie jego decyzja wydała mu się zbyt pochopna. Nie miał jednak wyboru. Ale przecież się zmienił, prawda? Muszą dać mu drugą szansę. Muszą? Zaśmiał się cicho, sztucznie. Nic nie muszą. Mogą, lecz nie muszą.
Przełknąszy głośno ślinę, nacisnął dzwonek. usłyszał dziewczęcy krzyk: 'Już idę!', a pochwili otworzyła mu Sara.
Szatyn zauważył azaskoczenie malujące sie na jej twarzy. Ślicznej twarzy, przemkneło mu przez myśl.Zapomniał już prawie jaka jest ładna. Wczoraj, przy mdłym świetle kuchennej żarówki ledwo było ją widać. Przyblasku słońca jej włosy wydawały się jaśniejsze, a oczy błyszczały miłym, zielonkawym blaskiem.
-Hao?- odezwała się wreszcie.- Co ty tutaj robisz?
Po chwili wszyscy zbiegli się przy drzwiach. Hao dostrzegłwszy schodzących razem Annę i Yoh, uśmiechnął się nieznacznie.
-Czego chcesz?- warkneła zielonooka.
-Porozmawiać.
-Tylko- zadrwił Ren.- A możw wbić nam sztylet w plecy?
Tysiącletni szaman spojrzał mu twardo w oczy.
-Gdybym chciał to zrobić- wycedził przez zaciśnięte zęby.- To nie pukałbym, a ty już byś nie żył.
-Hej, spokój- Yoh stanął między nimi, po czym zwrócił się do brata:- Jesteś w naszym domu, ale to nieznaczy, iż możesz nas obrażać.
-W domu? Nawet nie wpuściliście mnie za próg...
-Dośc tego!- krzykneła Anna.- Skoro to takie ważne, że sam tu przyszedłeś, zamiast kogos przysłać, to możesz wejść, lecz dasz mi związać swojego stróża.
-Co? Nie możesz- zaprotestował starszy Asakura.
-Chcesz rozmawiać czy nie?- medium postawiło sprawę jasno (jak zwykle).
-Więc biorę twojego ducha- mówiac to, zarzuciła korale na Ducha Ognia.- Wchodź szybko.
-Wiesz co robisz?- spytał ją szeptem jej narzeczony. Nie odpowiedziała.
Po chwili zgromadzili się w salonie. Anna siedziała przy otwartymoknie, a za nią był uwiązany stróż Hao. Wszyscy wpatrywali się wyczekująco w długowłosego. W powietrzu czuło się napięcie. Chłopakowi nie podobała się ta atmosfera, ale nie mógł się skarżyć. W końcu zgodzili się go wysłuchać, co nie? I jeszcze Sara. Próbował nawiązać z nią kontakt wzrokowy, lecz ona z uporem wpatrywała się w kąt pokoju.
-Może w końcu mógłbyś zacząć?- warknął Trey.
-Ja... Ja chcia-chciałem...- zaczął się jąkać.
-Streszczaj się- pogonił go Ren.
Hao wział głęboki oddech. Dasz radę, pomyślał.
-Odeszłem z obozu. Zrozumiałem, iż macie rację. Można żyć obok ludzi, nie niszcząc ich- rzekł.- Myślałem o tym, gdy byłem jeszcze w piekle.
-I co z tego?- zapytała Tamara.
-Chciałem was przeprosić i... poprosić byście pozwolili mi tutaj zostać. Przekonali się, iż nie kłamię.
W pomieszczeniu zapanowała cisza, przerywana tylko brzęczeniem muchy o okno i muzyką z radia.
-Żartujesz?- wydukał wreszcie Yoh.
-Nie- odparł obojętnie Hao.
-Nie?- powtórzyła ze złością Pilika.- Po tym wszystkim co nam zrobiłeś, przychodzisz tutaj i śmiesz prosić o coś takiego jak gdyby nigdy nic?!
-E... Ja...- długowłosy się zmieszał.
-Ja mu wierzę- brat uśmiechnął się do niego.- Odkąd wróciłeś jesteś grzeczny. Jako tako- rzucił przelotne spojrzenie na Sarę.
-Dobrze więc- Anna wstała.- Zostajesz u nas. Sara przeniesie się z powrotem do Jun. Przeniesiesz swoje rzeczy- zwróciła sie do szamanki- po treningu. Wszyscy teraz pięćdziesiąt kilometrów, już. A ty Hao chodź za mną. Pokażę ci twoją sypialnię.
Starszy Asakura przechodząc obok zielonookiej chciał ją przeprosić, lecz przerwała mu, krótkim: 'Mam nadzieję, iż ci się tutaj spodoba". Westchnął z rezygnacją i ruszył za medium.
-To twój pokój-Anna wskazała ręką pomieszczenie.
-Fajny- rozejrzał sie po nim.- Nie powiedziałaś jej, prawda?
-Komu i czego?- zpytała ciemnooka.
-Sarze. Nie powiedziałaś jej o...
-Goldva mi zakazała- przerwała szamanowi, podając mu jakąś kartkę.- To lista rzeczy do zrobienia. Masz czas do trzeciej.
Brat Yoh rozwinął kartkę, przebiegjąc wzrokiem tekst. Czeka mnie ciężki dzień, pomyślał. Nikt nie mówił jednak, iż będzie łatwo.
Sara kończyła biec dwudziesty kilometr, a nadal myślała o Hao. Nie wiedziała co zrobić. Chciał ją przeprosic, lecz mu nie pozwoliła. Dostrzegła w jedo oczach ból i sama się źle poczuła. W sumie byli- z braku lepszego słowa- przyjaciółmi, a przyjaciół się nie rani. I co ja mam teraz zrobić?, zastanawiała sie setny raz tego dnia. Co robić? Przecież nie mogę ot tak wszystkoego zapomnieć. Druga szansa? W mniemaniu dziewczyny nie zasługiwał na nią, chociaż może...
Wiem, beznadzieja. Do zobaczenia za tydzień:)
Keiko
komentarze [24]
>> poniedziałek, 13 sierpnia 2007 12:29:14
Daję nową nocię trochę prędzej niż zwykle, ale jak już napisałam: 'Kobieta zmienną jest' :) Zresztą, wczoraj byłam na Harry'm Potterze. Ach... Nie, nie zabujałam się, nic z tych rzeczy:D po prostu lubię tę... sagę? To chyba dobre słowo.
Zgłosiłam swój blog do oceny. Dzięki Ayaka za te linki. Skorzystałam z tego drugiego, typowo o anime. Dodałam ich do fav, jakby ktoś chciał. Mam tam równiż jeszcze jeden blog z ocenami. Ta... Jak chcę oceny, to od razu hurtem:)
Głównymi bohaterami mojego opka są: Sara i Hao. Ten rozdział jest jednak o Annie. Historia musi być pokazana (w przypadku tego opka) z kilku punktów widzenia, a jej jest ważny.
Ostrzegam z góry, żebym potem nie słyszała(czytała) żadnych jęków- początek, to kompletna klapa. Dobra, przestaję już przynudzać. Teraz czas na moje dzieło:))
V Złe wspomnienia.
Hao wpatrywał się w płomienie z ogniska. Chociaż jego ludzie już dawno spali, on nie mógł zasnąć. Odkąd pokazał Sarze kim jest naprawdę, czyli od tygodnia, wciąż ma przed oczami jej twarz. Najpierw zaskoczoną, później zranioną, aż w końcu wściekłą. W uszach nadal słyszał, jak mówiła mu, że nie ma przyjaciół. Dziwił się sam sobie, iż go to boli. Cały czas grał, nie pokazywał swej prawdziwej twarzy, aby ją jak najlepiej poznać. Może ją polubił? Nie. Nie jest zwykłym człowiekiem, nie ma uczuć. Co nie znaczy jednak, że ma być chamem i jej nie przeprosić.
Westchnął ciężko, rozglądając się wokół. Powoli tracił serce do tego co robił. Nadal chciał ratować planetę, lecz innymi sposobami. Po co być Królem, gdy nikt cię nie chce? Jego zwolennicy nie potrafiliby się przystosować. Za często mówił im, że ludzie są zakałą Ziemi. Czyżby chciał się zmienić? A gdyby tak... Nie, nie zgodzą się. Za dużo krzywd im wyrządził. Chociaż... Odkąd wrócił z piekła, jeszcze nikogo nie zabił... I w sumie byli... Wiec, może jednak...
Położył się spać, uśmiechając lekko. Teraz wystarczy tylko trochę poczekać, pomyślał.
Dzzzyyyyyyyynnnnnnnn!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Szkolny dzwonek sprawił, że wszyscy podskoczyli na swoich miejscach, gorączkowo starając się wymyślić coś jeszcze i dopisać na sprawdzianach.
-Proszę, oddajemy kartki- ton głosu nauczyciela, był bardzo podobny do głosu Anny.
-I jak wam poszło?- Sara czekała na swoich przyjaciół na korytarzu.
-Chyba dobrze- odpowiedział Yoh.- Nie wiedziałem co napisać w pierwszym.
-Nie wiedziałeś?- Morty zrobił duże oczy.- Przecież ono było najprostsze.
-No właśnie- Anna zmierzyła swojego narzeczonego zimnym spojrzeniem.- Spałeś, zamiast się uczyć, prawda?
-E...No tak właściwie... Ja...
-Chodźcie, musimy już iść- Layserg wyratował przyjaciela z opresji.- Zaraz będą walczyć Ren, Trey i Choco, zapomnieliście?
Pobiegli szybko na stadion. Medium nie omieszkało przy okazji poinformować szamana w słuchawkach, żeby się tak nie cieszył, bo mu się nie upiecze (już mu wspóczuję- dop. autorki).
Walka była bardzo krótka, trwała niecałe dziesięć minut. Drużyna Rena robi się coraz mocniejsza.
-Oczywiście, mogliśmy ich pokonać prędzej- chwalił się później w salonie Trey.- Nie chciałem ich upokarzać...
-Ty? Upokarzć?- zaśmiał się Ren.- Chyba zza moich pleców...
-Odwołaj to!
-Ani mi się śni!
Na szczęście kłótnię szamanów przerwał dzwonek u drzwi. Choco poszedł otworzyć. Wrócił po chwili z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
-To do ciebie Anno- odczekawszy aż wyjdzie, dodał :- Zgadnijcie kto.
-Alex?- Rio uśmiechnął się.
-Kto to?- zapytał Yoh.Wszyscy spojrzeli na niego jak na skończonego idotę.- No co?
-Nie wiesz kto ugania się za twoją dziewzyną?- powiedział z niedowierzaniem Faust.
-Ona nie jest moją dziewczyną- szatyn poczerwieniał lekko.
-Jasne- niebieskowłosy wyszczerzył zęby.- I dlatego macie razem pokój.
-Czy ty coś insuujesz? Mogę wiedzieć co?
-Domyśl się Yoh- odparł za przyjaciela złotooki i w tym samym momencie wróciła Anna.
-Czego ma się domyślać?- spytała.
-Niczego- Layserg zachichotał.
-Oh, skończcie już czubki- Sara rzuciła poduszką w Morty'ego.
-Właśnie. Dajcie im spokój- Pilika sięgnęła po swój kubek z herbatą.
-Czego chiał Alex?- Jun zmieniła temat.
-Pytał, czy widziałam już tę nową komedię, co wyświetlają teraz w kinach.
-A ty co mu odpowiedziałaś?- Tamara odezwała się po raz pierwszy tego wieczoru.
-Że nie, ale chętnie wybiorę się na nią z Yoh.
-U... Ostro- skomentowała zielonooka.
-Chyba za ostro pani Anno- Rio popatrzył na nią.
-Nie będę mu dawała fałszywej nadziei- medium wzruszyło ramionami.- idę spać. Dobranoc.
Dziewczynka stała w kuchni z przerażeniem wpatrując się w matkę, trzymającą w rękach coś długiego i czerwonego.
-To wszystko twoja wina- wysyczała.
-Mamo, nie proszę...
-Proszę?- kobieta zaśmiała się histerycznie. W jej oczach zalśniły łzy.- Ja też prosiłam. Błagałam twego ojca by cię zabił, a później by nie wyruszał na tę karkołomną wyprawę.
-Mamo, nie rób mi krzywdy!- córka dotykała plecami ściany.- To nie moja wina, że tatuś nie żyje!
-A czyja?!- wrzasneła matka.- Dlaczego musiałaś się wtedy urodzić? Czemu musisz być taka silna?!
-Mamo... Ja nie rozumiem...
-Oczywiście. Nic nie rozumiesz- kobieta zwężyła oczy.- I nic już więcej nie zrozumiesz!
Zaatakowała. Mała postać skuliła się ze strachu. Po chwili, było po wszystkim.
-Mamo?- dziewczynka podeszła do nieruchomego ciała matki. w następnej sekundzie odskoczyła z krzykiem.
Przywołane przez nią duchy, okazały się silniejsze niż jej rodzicielki. Ta bowiem leżała na posadzce w kałuży własnej krwi. Nie miała tętna.
-Mamo!- zaczęła głośno płakać.- Mamo, obudź się, proszę!
-Już dobrze- ręce staruszki odciągneły ją na bok.- Musiałaś się bronić. To nie twoja wina. Już...
Anna obudziła się, biorąc głęboki oddech. To wspomnienie nękało ją od pewnego czasu. Wspomnienie, w którym własna matka chciała ją zabić, w którym poznała Kino...
Wstała po cichu, aby nie obudzić Yoh, który spał jakieś półtora metra dalej i zeszła do kuchni. Właśnie robiła sobie gorącą czekoladę, gdy za jej plecami buchneły płomienie.
-Co ty tutaj robisz?- obrzuciła Hao niechętnym spojrzeniem.
-Miałaś koszmar?- zapytał.- Śniła ci się matka? Jak to jest zabić kogoś w wieku pięciu lat? Ja zabiłem dopiero w dwudziestu.
-Zamknij się!- krzykneła, wyciągając zza szlafroka korale.- Wynocha!
-Ale...
-Nie słyszałeś co powiedziała dama? Prosiła, abyś sobie poszedł- rozległ się głos Sary spod drzwi. Chłopak odwrócił się do niej, uśmiechając smutno.
-Chciałam z tobą porozmawiać- powiedział.
-Ciekawe o czym- mrukneła zjadliwie.
-Tak. Chcę cię- postąpił krok do przodu- przeprosić.
Roześmiała się głośno.
-Tylko tyle? Przeprosić? Naprawdę mnie rozśmieszyłeś Hao- udała, że wyciera łzę z oka.- Skoro to już wszystko, to z łaski swojej, spadaj stąd.
-Saro, zrozum...
-Nie lubię się powtarzać- przy jej pasie pojawił się miecz.
Szaman pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
-Dobranoc- zniknął.
Anna odwróciła się od dziewczyny, wycierając ukradkiem łzy. Po chwili poczuła jej rękę na ramieniu.
-Co się stało?- zapytała, ale głosem innym niż zwykłym. Ten był spokojniejszy, cichszy.- Zrobił ci coś?
Strząsneła dłoń ze złością i podeszła do drzwi.
-Anno, proszę porozmawiajmy.
-Nie mamy o czym.
-Ale...
-Nie mamy o czym! A wiesz dlaczego?!- wycelowała palec w szamankę.- Bo to wszystko twoja wina! Przez ciebie moja własna matka mnie nienawidziła! Dlatego ja nienawidzę ciebie! I wiesz...!- niedokończyła, ponieważ zielonooka uderzła ją w twarz z 'liścia' (lubi sporty ekstremalne).
-Uspokój się!- nakazała.- Przeciaż ja ci nic nie zrobiłam!- medium odwróciło się i wyszło.
Blondynka patrzyła na to w milczeniu. O co tu chodzi?, pomyślała. Poczuła pieczenie w kącikach oczu. Co ja jej zrobiłam?
W dodatku Hao. Był taki szczery, kiedy ją przepraszał, taki smutny. Nawet nie wiedziała, iż się za nim stęskniła. Brakowało je ich wspólnych rozmów, żartów...
Anna stała przez kilka sekund pod drzwiami sypialni, wycierając łzy. Już dawno się tak nie rozkleiła. Hao wiedział, gdzie uderzyć, by zabolało.
Weszła po cichu, patrząc, czy nie obudziła Yoh. I kiedy na niego spojrzała, to poczuła. Lekkie drgnięcie serca. Matka nigdy nie powiedziała, że ją kocha, nigdy jej nie przytuliła. A ona właśnie teraz tego chciała. Bliskości, uspokojenia. Bycia z kimś, kto ją lubi...
Podeszła powoli do chłopaka.
-Yoh...- zaczeła.
-Co?- wymamrotał prze sen, nawet nie otwierając oczu.
-Mogę się położyć obok ciebie?
-Jasne...
Medium wzieło swoją matę, poduszkę oraz koc i ułożyła je obok. Popatrzyła na szatyna. Już dawno zauważyła, jaki zrobił się przystojny, lecz teraz rzuciło jej się to w oczy bardziej niż zwykle. Przytuliwszy się niepewnie do niego, znowu zapłakała.
-Co jest?...- szaman otworzył oczy, słysząc czyjś szloch. Zobaczywszy tulącą się do niego i płaczącą Annę, objął ją mocno.- Dlaczego płaczesz?- zapytał, ukrywając twarz w jej włosach, ale pokręciła przecząco głową.- Już dobrze... Ci...- pocalował ją delikatnie w czoło. Ani jej ani jemu to specjalnie nie przeszkodziło.
Medium łkało w ramionach szatyna jeszcze kilka godzin? minut? chwil? Będąc tak blisko siebie przestali liczyć czas. Wsłuchiwali się w bicie swoich serc, starając się nazwać swoje uczucia.
W tym czasie noc zamieniła się w dzień i oboje zasneli.
Keiko
komentarze [11] >> piątek, 10 sierpnia 2007 13:41:44
A więc wróciłam. Po trzech tygodniach pustki, dodaję dwie części opka. Szablon się zmienił, a to za sprawą Anielicy. jeżeli ktoś skopiuje, to... Hm. Nie będę zdradzała, co takiej osobie zrobię. Możecie być dopiero po posiłku. Podoba się wam szablonik? Dałam go już w środku tygodnia, bo nie mogłam wytrzymać:D
Notkę dedykuję: Moniś (namówiła mnie do stworzenia bloga), Jessie (mam nadzieję, że twoja wena szybko się nie skończy:) Możesz dać mi tytuł tego kryminało-romansu?), Spokoyoh (za wyciskanie łez śmiechu i powrót naszych bliźniaków- czy muszę się nimi dzielić?TT, żartuję oczywiście; tylko Hao się nie dzielę:D), Ayace vel Lou vel Chanel vel o (za to o pisaniu bloga, ale to ci napisałam w komentach).
Teraz pytanie od Spokoyoh i Ayaka vel Lou vel Chanel vel o: "Skąd Hao zna polski?" No, cóż... Coś musiał robić przez te tysiąc lat. Pod uczył się trochę;) A tak na serio, kilka języków musi znać. W końcu werbuje szamanów z całego świata.
Mam pytanie. Czy piszę... może nie dobrze, ale wystarczająco by dać blog do oceny i mnie nie wyśmieli? Dlatego czasami prosiłam o komenty. Chciałabym wiedzieć jak piszę, żeby się później nie rozczarować.
'Akcja się rozkręci' tak napisałam, prawda? Chodziło mi o nowe postacie i wątki, bo gdy przeczytacie party, zabijecie mnie. Trudno.
Dziękuję: shaman-king-memory, sk-by-me i luna5 za dodanie do Ulubionych i Spokoyoh do linków. Buziaczki:*
Wiem że moje komentarze nie chcą zawsze się otwierać. To dobijające. Szczególnie, gdy zawiadomienie o notkach czytam dwa dni późniejTT Ale to niezależne ode mnie. Szkoda:(
Miłego czytania:*
III Walka i historia.
Dziewczyna biegła na oślep, coraz bardziej zapuszczając sie w las, niezważając na zadrapania na rękach i nogach, które powstały od bliskiego spotkania z gałęziami drzew i krzaków. Z niektórych sączyła sie krew. W jej głowie kołatała tylko jedna myśl: 'Muszę uciec...Muszę... Tylko dokąd?
Zatrzymała się przy starym, wielkim dębie, aby złapać oddech. Z jej oczu leciały łzy. jak mogła dać mu się aż tak oszukać? Teraz wiedziała, dlaczego czasami czuła się nieswojo w jego towarzystwie. Ta jego pogarda dla ludzi. 'Choroba planety', ba! A ona miała jeszcze pomóc mu ich zniszczyć. Tylko po to się z nią zaprzyjaźnił. Chciał jej mocy i nieobchodziły go uczucia blondynki. Jakby była jakimś narzędziem, przedmiotem, zabawką... Oh, uspokuj się, ofukneła się w myślach. Co sie z tobą dzieje? Jeszcze nigdy tak się nie rozkleiłaś. Musisz coś zrobić kobieto. Tylko co?
Rozejrzała się dookoła. Od razu uświadomiła sobie jeden fakt: zgubiła się. Jeszcze nigdy nie zapuściła się tak daleko w głąb lasu. Osuneła się po drzewie w dół, a ukrywszy twarz w dłoniach, zapłakała jeszcze mocniej.
Nagle uderzyła pięścią w ziemię, mówiąc:
-Nie poddam się. Słyszasz Hao? Nie poddam. Nie oddam ci mocy. Prędzej zginę, niż to zrobię... Chociaż i tak uważam, iż żadnej mocy nie mam.
-Godne podziwu- dobiegł ją kobiecy głos, a kątem oka obaczyła materializującego się ducha samurajki.- Bez obrazy, ale na pewno zginiesz. Widziałam tamtego szamana i jego ducha. Jest bardzo silny. Powinnaś uciekać.
-Dziękuję za pocieszenie, promyku słońca- mrukneła ironicznie.- Ale nie będę uciekać. Tylko tchórze tak robią.
-Chyba masz rację- duch westchnął.- Ale zawsze przeżyje.
-Jak sie nazywasz? Dlaczego nie jestem zdziwiona twoim widokiem? Chyba nie współpracujesz z Hao?
-Trochę dużo tych pytań- samurajka uśmiechnęła się przekornie.- Nazywam się Layoness {lajones} i nie jestem z Hao. A co do twojego zaskoczenia... A raczej jego braku... No cóż. Duchy zawsze cię otaczały. Przyzwyczaiłaś się do nas, chociaż nas nie widziałaś.
-Co tutaj robisz?- Sara usiadła się wygodnie.- Japonia leży daleko stąd.
-Dlaczego pytasz? Masz za dużo czasu?
-Tak. Coś cię trapi. Inaczej, by cię tu nie było, prawda?
-Tak sądzisz?- Layoness zaśmiała się sztucznie. Widząc jednak zacięty wzrok blondynki, westchneła ponownie.- Pochodzę z Japonii, jak już trafnie zauważyłaś, ale moi rodzice szybko z tamtąd wyjechali. Jak byłam mała, zabiło ich plemię Mongołów. Obiecałam sobie wtedy, że zabiję przywódcę tej bandy. Zapuściłam się za nimi aż tutaj. Było ich siedemdziesięciu, ale nie chciałam odejść. Zraniona duma wzieła górę nad rozsądkiem.
-Przykro mi. To smutne.
-Miałam tysiąc lat, żeby się przyzwyczaić- wzruszyła ramionami.- Mogę ci troszeczkę pomóc. Zakopałam tu swój najcenniejszy miecz. Walczyłam inny. Może ci się przyda.
-Dlaczego mi pomagasz?- dziewczyna zaczeła kopać.
-Sama nie wiem- wojowniczka zagryzła wargę.- Kiedy się pojawiłaś, poczułam jakąś dziwną więź... a oto i on.
Zielonooka wyjeła z ziemi samurajski miecz. Był niesamowicie lekki i idealnie leżał w dłoni. Niestety. Rdza oraz czas odcisneły na nim swoje piętno. Z jego świetności prawie nic nie zostało.
-Dziękuję- wyszeptała.
-I na ci się on przyda- w głosie Hao było słychać drwinę. Stał między drzewami i nie było go zbyt dobrze widać.- Znalazłaś sobie stróża? Uroczo razem wyglądacie, naprawdę.
-Nie...
-Tak- przerwała jej samurajka.- Chyba nie sądzisz, iż po tym co ci powiedziałam, zostawię cię tu samą- zwróciła się do oniemiałej Sary.
Obydwie kiwneły glowami.
-Zróbmy to- rzekła dziewczyna.
-Niby co?- zdziwił sie szaman.
-To!- krzykneła.- Layoness, forma ducha!- samurajka zmieniła się w zieloną kulkę.- Do miecza!- nie wiedziała, skąd wie co robić. Najważniejsze, że zadziałało.
Zamiast starego, zniszczonego miecza, dzsierżyła pewnie w dłoni oślepiająco srebne ostrze, mogące przeciąć dosłownie wszystko. Jej ciuchy też znikneły. Na ich miejscu pojawiły się ubrania podobne do tych, które miał na sobie duch. Czuła się silna i odważna.
-Nieźle- chłopak wyszedł z cienia.
Goldva właśnie szykowała się do snu, gdy usłyszała głos Króla Duchów:
-Natychmiast wyślij kogoś do Yoh Asakury.
-Co się stało Wielki Duchu?
-Hao odnalazł dziewczynę z przepowiedni. Bedą walczyć. Yoh i reszta muszą jej pomóc.
-Oczywiście.
Już po kilku minutach do pokoju szamanów przyszedł Silva.
-Silva, co jest?- szatyn wyszedł z sypialni, ziewając szeroko, a za nim Anna (bo to w końcu narzeczeństwo, prawda? :)). Domownicy też powychodzili.
-Król Duchów prosi was o pomoc.
-Nas?- powtórzył głupio Yoh.
-Tak. Hao wrócił. W dodatku odnalazł dziewczynę z przepowiedni.
Stojąca za szamanem w słuchawkach blondynka, wypuściła głośno powietrze.
-Z przepowiedni? Jesteś pewien?- zapytała szeroko otwartymi oczyma.- Yoh bierz szybko chłopaków i udajcie się z Silvą.
-Ale co?...
-Nie gadaj, tylko rusz się. Za chwilę wyruszacie.
-Jasne.
Medium wróciło do pokoju. Słuchając, jak jej przyjaciele wychodzą, zastanawiała się jak to możliwe, że Hao żyje. Była równie zdezorientowana, jak reszta lokatorów. Ponad to, martwiła ją przepowiednia. Znała ją aż za dobrze. To właśnie dlatego...
Sara zmierzyła chłopaka długim spojrzeniem. Też był inaczej ubrany. Z trudem musiała przyznać, iż w białej opończy wygląda lepiej niż zwykle.
-Moje gratulacje- powiedział.- Zrobiłaś wspaniałą kontrolę ducha, tracąc bardzo mało forioku.
-Zostaw mnie...nas w spokoju Hao- warkneła, unosząc nieco wyżej miecz.
-Chcesz walczyć? Nie rozśmieszaj mnie, proszę. Nie chcę ci zrobić krzywdy.
-Nie chcesz?- uśmiechneła się drwiąco.- Już zrobiłeś. To naprawdę wspaniałe uczucie, gdy zdradza cię przyjaciel. Oh, bym zapomniała- przesłoniła dłonią usta teatralnym gestem.- Ty nie masz przyjaciół.
Szaman nagle poczuł się okropnie. Nie chciał jej zranić, ale zrobił to. Nie miał innego wyjścia. Teraz też.
-Więc dobrze- za jego plecami pojawił się Duch Ognia.- Walczmy!
Sara unikała ataków Hao (oglądało się Power Rangersów i Rycerzy Zodiaku- ktoś ich jeszcze pamięta? :)) jak tylko mogła, nie przystępując do kontrataku. Chciała go zmęczyć.
-Długo masz jeszcze zamiar uciekać?- zapytał, gdy uchyliła się przed kolejną kulą ognia.- To zaczyna być nudne Ale nie osiągnęłaś jeszcze stu procent mocy, to dlatego.
-Sto procent mocy?- powtórzyła niczym echo.
-Tak. Oznacza to całkowitą kontrolę nad duchem lub, jak w przypadku mojego brata,- tu prychnął- idealną współpracę.
-Co o tym myślisz?- spytała Layoness w myślach.
-Może się udać- odpowiedziała jej również w myślach.
Blondynka staneła w pozycji ataku.
-Co robisz? Mam rozumieć, że teraz zacznie sie prawdziwa walka?
Spojrzała mu prosto w oczy.
-Idealna współpraca- wyszeptała.- Połączmy nasze umysły w stopniu większym niż kiedykolwiek duch i człowiek*- nagle krzykneła wraz z samurajką.- Ognista cięcie!
Coś na kształt płonącego łuku wystrzeliłó z jej miecza, trafiając w ich przeciwnika. Jednocześnie szamanka poczuła ogromne zmęczenie. Upadła na kolana. Jeszcze przed chwilą nie wiedziała co to jest 'forioku'. Teraz już tak. Uciekało z niej w ogromnych ilościach.
-Co jest?- zapytała samą siebie.
-Nie panujesz jeszcze dobrze nad mocą- chłopak otrzepał opończę i podszedł do niej. Ukucnął tuż obok.- Trochę przesadziłaś.
-Odwal się- warkneła.
-Dlaczego?- mruknął. Nagle zapragnął ją przytulić, chociaż dotknąć. Przeprosić za swoje zachowanie... Ujął jej dłoń, a ta nie cofnęła się.
-Dlaczego? A dlaczego ty chcesz zabić tylu ludzi? Dlaczego nie obchodzi cie ludzkie życie?- wyrwała rękę z uścisku.
-Bardziej obchodzi mnie nasza planeta.
-A nie zauważyłeś, iż nadal jest? Bez względu na twoje reinkarnacje?
Szatyn westchnął.
-Przyłącz się do mnie, proszę. Dam ci trochę czasu. narazie nie myślisz racjonalnie, lecz to zrozumiałe. W końcu wychowywałaś się wśród zwykłych ludzi. Tych nierobów, pijawek, chciwców, którzy tylko biorą, nie dając nic w zamian- Hao mówił, nie zauważąjąc, iż Sara jest co raz bardziej wściekła.- Na pewno mnie zrozumiesz. Musisz tylko trochę ochłon...- niedokończył, bo odepchneła go z całej siły.
-Nic nie muszę, rozumiesz?! Nic!- wrzasneła.
Stała przed nim dysząc z furii. Jak ona mogła go polubić?! No jak?! Tego aroganta, psychola, zimnokrwistego mordercę...
Była tak wściekła, iż wydawało się, że może go w każdej chwili zaatakować. Jej zmęczenie znikneło. Znów czuła w sobie energię.
Szaman zmienił Ducha Ognia w miecz, wdychając ciężko.
-Skoro to jedyne wyjście...
Ich bronie zderzyły się. Pleciały iskry. Odskoczyli od siebie, by po chwili znowu połączyć się w zabójczym tańcu dwóch ostrzy. Chłopak podciął nogi dziewczynie. Siła jego ciosu, odrzuciła ją na kilka metrów. Kątem oka dostrzegła pojawiające się postacie.
-Chyba musimy odłożyć nasz pojedynek na później. Ciao senorita- buchneły płómienie i znikł.
Blondynka zamkneła oczy, śmiertelnie wykończona. Ostatnie co usłyszała, to krzyk przestraszonej Layoness: 'Saro!' oraz szybki tupot wielu stóp...
Ciemność. Otaczają mnie ciemności, to była jej pierwsza myśl. Obudziłam się. Czy to znaczy, że już. Już się zaczeło?
Rozległ się śmiech, błysneły czerwone oczy i długie pazury. W mroku poruszała się postać o strasznym wyglądzie. Jej zimny śmiech wciągała pustka, a jednak nadal było go słychać. Upiorna cisza dźwięczała w uszach.
Nareszcie. Po tylu latach uśpienia...Ta dziewczyna jednak odkryła swoją moc. A ta druga? Też jest. Słyszę nawet bicie jej serca. Teraz wystarczy tylko poczekać. Mam już armię, mam już plan. Brakuje mi tylko tej jednej, jedynej chwili, a wtedy...
Demon się roześmiał.
-A wtedy- powiedział na głos- przyjdzie chaos i zniszczenie. Moja zemsta obejmie wszystkich, słyszysz Królu Duchów? Wszystkich! Obrócę tę planetę w popiół!
Król Duchów ciężko westchnął. Zaczeło się, pomyślał. I znowu nasze istnienie będzie zależeć od Yoh Asakury i jego przyjaciół. Jeśli nie podołają temu zadanie, to będzie koniec. Koniec wszystkiego.
IV Nowy dom.
-Hej, patrz! Budzi się!- rozległ się dziewczęcy głos.
-Widzę Tamaro. Przynieś coś do jedzenia. Faust powiedział, że potrzebuje dużo energii- głos chłopaka był znacznie spokojniejszy i o dziwo znajomy. Dopiero po chwili przypomniała sobie skąd go zna. Otworzyła oczy.- Jak się czujesz?- chłopak pochylił się nad nią, aby go lepiej słyszała.- Rozumiesz, co mówię?
Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie. Był bardzo przystojny. Miał wesołe, brązowe oczy oraz ciemne, krótkie włosy. Na szyi zawiesił sobie pomarańczowe słuchawki. Jest niesamowicie podobny do Hao, pomyślała, ale czegoś mu brakuje. Czegoś w oczach...
-Rozumuiem cię- odpowiedziała.- Uczę się japońskiego od piątej klasy podstawówki (wiem, naciągane, lecz muszą się jakoś porozumiewać, prawda? dop. autorki.). Nic mi chyba nie jest. Gdzie jestem Yoh? I gdzie jest Layoness?
-Wiesz, jak mam na imię?- zdziwił się szatyn.
-Jesteś bardzo podobny do brata- wzruszyła ramionami, natychmiast czując w nich wielki ból. Skrzywiła się lekko.
-Powinnaś uważać. Ta walka bardzo cię wyczerpała.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytania- zauważyła.
-Jesteś w miom domu, Layoness czuwała przy tobie cały czas, ale Cori i Amidamaru wzięli ją na krótki spacer. Wylecieli jakieś pół godziny temu.
-Aha- Sara poczuła się nagle bardzo senna. Obraz rozmywał się przed jej oczami.
-Jak chcesz, to idź jeszcze spać- Yoh poprawił szamance koc.- Dobranoc- to była jedyna rzecz, którą jeszcze usłyszała.
Anna siedziała w gabinecie Goldvy.
-Chciałaś mnie widzieć?
-Tak- przewodnicząca Rady spojrzała na nią znad sterty papierów.- Sara jest u was, prawda?
-Tak, ale jeszcze się nie obudziła- odparła blondynka.
-Powiedz mi proszę, czy gdybym kazała wam ją zatrzymać, zgodziłabyś się?
-Chyba nie miałabym wyboru.
Staruszka westchneła.
-W takim razie masz to zrobić.
-Ale...
-Żadnego 'ale'.
Dziewczyna odwróciła wzrok, posłusznie milknąc. W środku jednak cała się gotowała. Ma ją gościć w domu? Ją? Tą, przez którą jej własna matka...
-Rozumiem twój ból Anno, ale pamiętaj, iż to nie była jej wina- Goldva popatrzyła na nią uważnie.- Nie możemy jej na razie nic powiedzieć.
-Dlaczego?
-A jak ty byś się czuła na jej miejscu? Nie unoś się dumą i zobacz, że też jest człowiekiem. Takim samym jak ty czy ja. Też ma uczucia.
Ciemnooka zaśmiała się sztucznie.
-Takim samym?- powtórzyła.- Nie rozśmieszaj mnie proszę. Przez nią moje dzieciństwo było... A zresztą wiesz, jakie było.
-Wiem Anno. Wiem ile wycierpiałaś i jak się to skończyło. Teraz odejdź.
Dziewczyna zamykała już za sobą drzwi, gdy dobiegł ja jeszcze głos jej rozmówczyni:
-Postaraj się być dla niej choć trochę miła. Pamiętaj, że to nie jej wina.
Staruszka wpatrywała się jeszcze chwilę w zamknięte drzwi. Inaczej wyobrażała sobie tę rozmowę. nie mogła jednak winić medium za jej zachowanie. A jak ona by się zachowała na miejscu blondynki? Czy chciałaby znać tę dziewczynę? No bo w końcu ona będzie jej o wszystkim przypominać...
Anna wracała wściekła do domu. Z pod jej butów wzbijał się kurz. Nie mogła pogodzić się z decyzją Rady. Nie chciała, aby Sara u nich mieszkała. Nienawidziła jej, jeszcze za nim ją poznała. Zdążyła się jednak przyzwyczaić do myśli, iż ona żyje. Gdzieś tam, daleko. Zepchneła tę sprawę w głąb nieświadomości, zapominając o niej. Teraz wszystko wróciło: ból, cierpienie, zmarnowane lata...
Sara siedziała na macie kompletnie rozbudzona, a Faust mierzył jej ciśnienie.
-Wygląda na to, że wszystki w porządku. Ale musisz dużo odpoczywać- zastrzegł.
-Jasne. Jednak... Nie jestem z porcelany. Nie musicie o mnie aż tak dbać- prześlizgneła wzrokiem po twarzach: Rena, Trey'a, Choco, Fausta, Layserga, Piliki, Tamary, Jun, Morty'ego oraz Rio.- Jestem dużą dziewczynką i wiem, kiedy coś mnie boli lub się źle czuję.
Wszyscy w pokoju roześmieli się.
-Jeszcze nikt oprócz mistrza Yoh nie przeżył walki z Hao jeden na jeden- wyjaśnił Rio.- W dodatku był to twój pierwszy pojedynek.
-Przeceniasz mnie- szatyn wyszczerzył zęby w uśmiechu.- Przecież miałem wasze forioku, no nie?
Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, rozległo się ciche buczenie.
-Co to?- zapytał Ren.
-Mój telefon- blondynka wyjeła komórkę z kieszeni spodni.- Dziwne, że zniszczyła się podczas walki- otworzywszy klapkę, przeczytała na głos tekst:- "Plus GSM. Rozmowy wychodzące i wysyłanie SMS'ów zablokowane. Zasil swoje konto." Jak miło, że pamiętają o mnie- dodała zgryźliwie, smutniejąc nagle.
-O co chodzi?- spytała Jun.
-Nie będę mogła wrócić do domu, prawda? Gdyby tak było, obudziłabym się pewnie w swoim pokoju.
-Zgadza się- rozległ się dziewczęcy głos spod drzwi. Zebrani odwrócili się w ich stronę. Sara zobaczyła ładną blondynkę, podobną do niej, tylko o ciemnych oczach.
-Ty jesteś Anna?
-Tak- odparła.- Zostajesz tutaj, bo tak życzy sobie Rada. Nie patrz tak na mnie, to nie moja decyzja. Gdyby to ode mnie zależało, to...- medium chciało powiedzieć: 'by cię już tutaj nie było', lecz w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Przypomniały jej się słowa Goldvy: 'Też ma uczucia'.-...pozwoliłabym ci pożegnać się rodzicami. Jednak Hao czycha na ciebie i byłoby to zbyt niebezpieczne- wymyśliła szybko.- A wy?- zwróciła się do pozostałych.- Co? Nie macie nic do roboty? Marsz biegać pięćdziesiąt kilometrów, a potem pięćset pompek. Dziewczyny do sklepu, a potem wysprzątacie kuchnię- wszyscy jękneli, lecz posłuchali rozkazu.
Po chwili dziewczyny zostały same.
-Długo musisz tak leżeć?- zadała pytanie Anna.
-Nie wiem- zielonooka wzruszyła ramionami. Tym razem mniej bolało.- Chętnie wstanę.
-To świetnie. Weź szybki prysznic i za pietnaściem minut widzę cię na dole. Pójdziemy na zakupy.
-Na zakupy?
-Tak, na zakupy. Nie rób za moje echo- medium wyszło, zostawiając szamankę samą.
-Layoness?- rzuciła szeptem
-Jak dobrze, że już się obudziłaś- duch pojawił się obok.- Czy coś się stało?
-Wydaje mi się, iż Anna za mną nie przepada.
-Masz rację. Wydaje ci się- samuraj machneła ręką.- Amadamaru wspominał, że ma trudny charakter.
-W takim razie nie mam się chyba czym przejmować. Chodźmy- Sara z trudem wstała.
-Jak się czujesz? Nie masz chyba czasem zamiaru zemdleć? Nie wyglądasz jeszcze na zdrową i w pełni sił- wojowniczka była autentycznie zmartwiona.- Może się jeszcze połóż?
-Jest w porządku- blondynka roześmiała się.- Nie pozwólmy Annie czekać.
Dziewczyny były na zakupach przeszło cztery godziny. Nakupowały masę ciuchów. Najwięcej brało medium. Szamanka broniła się krótkim: 'Nie, to za drogie. Może poszukamy czegoś tańszego?', lecz ciemnooka nie chciała jej słuchać. W przypadku akurat tych zakupów płaciła Rada, a ona chce się choć trochę zemścić, za jej decyzję o Sarze.
Wieczorem Rio zrobił wspaniałą kolację. 'Dla nowej przyjaciółki', jak powiedział. sara siedziała między Piliką a Tamarą. Była szczęśliwa, jak jeszcze nigdy (a przynajmniej tak jej się zdawało). Słuchała ich rozmów, żartów, śmiejąc się razem z nimi. Do czasu.
-Wiecie, co mnie zastanawia?- odezwał się Layserg.- Hao wrócił, a prawie nikt się tym nie przejmuje. Ostatnim razem Rada wariowała.
-Bo ja wiem?- Yoh zastanowił się chwilę.- Porozmawiajmy o tym kiedy indziej, OK? Jakoś nie chcę psuć sobie nim humoru.
Nikt już nie wspomniał imienia szamana, ale z dziewczyny uleciała nagle cała radość. Na somo jego wspomnienie, zaboleło ją coś w środku. Z trudem powstrzymała łzy. Chciał ją wykorzystać. A ona jeszcze go polubiła...
Sara leżała, wpatrując się w okno. księżyc i gwiazdy były niesamowicie jasne. Miały w sobie coś hipnotyzującego... Westchneła. Za sobą słyszała równy oddech Jun, ale nie mogła zasnąć. Była ciekawa, co teraz robią jej rodzice. pewnie wariują ze strachu, lecz to nie jej wina, że nie może nawet do nich zadźwonić. Przynajmniej by ich pocieszyła, iż zanalazła sobie nowy dom. Tutaj**.
Anna również nie ogła zasnąć. Przez jej umysł przebiegały szybko myśli, spostrzeżenia, obserwacje... Sara nie jest taka, jak myślała na początku, lecz nie mogła jej w pełni zaufać, wszystkiego zapomnieć...
*głupie, wiem. Moja chora wyobraźnia podawała mi już gorsze rzeczy:)
** strasznie naciągane, ale co poradzę? ;)
I bym zapomniała. Skoro tak wspominacie moje stare opko, to postanowiłam je reaktywować. Zaraz po tym. Kobieta zmienną jest:D
Keiko
komentarze [12] >> sobota, 21 lipica 2007 12:11:04
I jestem jak zawsze w sobotę. Na początek kilka informacji. Chciałabym zaznaczyć, iż wszsystkie, wszsystkie, ale absolutnie WSZYSTKIE opki, które tu zamieszczam, napisałam już dawno, zanim miałam jeszcze dostęp do neta. Dlatego jeżeli zdażyło by się tak, iż ktoś ma podobne zdażenie na swoim blogu, niech napisze. Wspomnę o jego blogu w notce, pogratuluję wspaniałej wyobraźni oraz świetnego gustu, skoro obydwoje mamy to samo (skromność rządzi:D). Mam także podpis 'Keiko'. Żebyście nie pomyśleli, że ktoś przejął mojego bloga:). Dodałam także kilka linków, ale tylko o SK. Po powrocie dodam ich więcej i innych też. Będę za dwa lub trzy tygodnie, ponieważ wyjeżdżam do babci na wakacje (najprawdopodobniej już jutro, ale wszystko może się jeszcze zmienić). Wrócę z dwoma partami oraz maleńką niespodzianką:)
To chyba wszystko. Zapraszam do czytania:*
II Przepowiednia.
Hao uczęszczał do klasy IIe już czwarty miesiąc. Dał się poznać jako pracowity i zdolny uczeń. Stronił jednak od kolegów. Najczęściej rozmawiał z Sarą. Do niej też chodził, aby mu coś z lekcji wyjaśniła.
Oczywiście, na początku klasa 'wiedziała swoje', nie przyjmując do wiadomości, że chłopak 'ma do jej domu najbliżej'. Później jednak uspokoiła się. Byli dobrymi kumplami, ale coś w zachowaniu szatyna napawało czasem blondynkę lekkim strachem. Cós czego nie umiała rozgryźć...
Szaman nie czuł się zbyt dobrze w tej klasie. Otaczali go zwykli, pospolici ludzie rozmawiający o jakichś niedorzecznych sprawach, zupełnie nie zauważający powolnego upadku planety. Jej stagnacji i rozkładu. 'Ślepi głupcy', tak ich nazywał w myślach. Lecz Sara taka nie była. O nie. Tyle razy widział, jak pomaga innym ludziom, jaka jest wrażliwa na zło oraz cudzą krzywdę, jak potrafi się komuś postawić w słusznej sprawie...
Bardzo przypomina jego brata. Ma żadki talent do widzenia w ludziach dobra, dawania im drugiej szansy. Na jednej z lekcji polskiego powiedziała: 'Musimy wierzyć w innych, bo nikt oprócz nas tego nie zrobi".
Nie potrafił jej rozgryźć. Miła i grzeczna, w jednej chwili umiała kogoś zranić do żywego. Już Annę prędzej rozgryzł.
A skoro o Annie mowa... Był ciekaw jej reakcji na wieśc, że powrócił. Po prawie czterech latach pobytu w piekle.
musiał się spieszyć ze swoim zadaniem Nie chciał, aby Rada znowu go ubiegła...
-Cześć Hao- Sara odebrała telefon dopiero po czwartym sygnale.- O co chodzi?
-Robisz teraz coś ważnego?. Bo jeśli nie, to chciałbym ci coś pokazać.
-Hm..., chwileczkę- usłyszał jak mówi coś do kogoś, ale nie rozumiał słów.- W porządku. Mam do ciebie przyjśc?
-Nie. To co chciałem ci pokażać jest w lesie. To znaczy... Znalazłem coś ciekawego.
-No dobrze- powiedziała powoli.- O której się spotkamy?
-Mógłbym przyjść po ciebie tak za dwadzieścia minut?
-OK. Nara.
-Nara.
-Nie spóźnij się, tak jak ostatnio- zastrzegła.
-Obiecuję.
-Pa!- dziewczyna zamkneła klapkę komórki, zastanawiając się czego chłopak od niej chce.
Przebierając się, nadal o nim myślała. Polubiła go i to bardzxo, lecz bez żadnych podtekstów. Świetnie się rozumieli, dużo rozmawiali, jednak nie spędzali za sobą całego czasu. W ich paczce byli jeszcze: Izka, Kamila, Paweł, Agata, Łukasz oraz Maciej. Więc dlaczego idzie tylko ona?
Punkt o siedemnastej szatyn przyszedł po nią.
-Gdzie idziemy?- zapytała, gdy weszli do lasu.
-Zobaczysz- uśmiechnął sie tajemniczo.
Szli jakieś pól godziny, rozmawiając. Dzrewa otaczały ich coraz gęściej. W końcu nie było już widać a ni słuchać żadnych samochodów, domów, ludzi. Byli sami w głuchej ciszy.
-To tutaj- mruknął chłopak, zatrzymując się na nie dużej polanie.
-Więc, co chciałeś mi pokazać?- blondynka rozejrzała się uważnie dookoła, a następnie usiadła na zwalonym pniu, pzyglądając się uważnie Hao. By opanować lekkie drżenie kolan, objeła je rękoma. Intuicja podpowiadała jej, iż coś się stanie. Wierzyła w nią, bo jeszcze nigdy jej nie zawiodła.
-Wierzysz w duchy?- spytał znienacka.
-Ciągnąłęś mnie taki szmat drogi, aby zapytać o coś takiego?
-Tak. Wierzysz czy nie?
Sara chciała obrucic sprawę w żart, lecz chłopak patrzył jej w oczy z taką powagą, iż nie mogła skłamać.
-Trochę- odpowiedziała w końcu.
-Trochę?- powtórzył.- Przecież już jednego widziałaś.
-Co?- dziewczynę zatkało.- Kiedy?
-Trzy tygodnie spotkałem ciebie i Agatę tu, w tym miejscu, pamiętasz?
-Tak- odparła powoli.
-Powiedziałaś wtedy, że zauważyłaś jakąś wielką, czerwoną postać. To trawo zaledwie sekundę i wziełaś to za grę światła. Jednak, jężeli to było tylko złudzenie, dlaczego cały czas rozglądałaś się na boki?
-Do czego zmierzasz?- Sara uniosła się lekko, przygotowując do biegu. Jeśli zwariował, musi wiać. I to prędko.
-Duchy istnieją Saro. A to- wskazał za siebie- mój duch stróż. Duch Ognia- oczom dziewczyny ukazał się wielki, czerwony duch.
-Co to ma być? Jaki znowu stróż? Ja pierwszy raz widzę na oczy ducha!
-Pierwszy raz, ponieważ rzucono na ciebie zaklęcie, które mógł przełamać tylko bardzo silny szaman. Na przykład ja.
-Sz-szaman?
-To łącznik między światem żywych a umarłych. Potrafi łaczyć się ze swoim duchem lub go kontrolować i razem walczyć. Takiego ducha nazywamy 'stróżem'. Ty również jesteś szamanką. Bardzo silną, choć jeszcze o tym nie wiesz. Jeśli się do mnie przyłączysz, uratujemy tę planetę. Długo ciebie szukałem.
-Szukałeś mnie?- podeszła do Hao.- Czyś ty zupełnie oszalał? Jakie ratowanie planety?
-Musisz wiedzieć, że co pięćset lat jest organizowany Turniej Szamanw. Zwycięzca połączy się z Królem Duchów i będzie miał nieograniczoną moc.
-Jaki to ma związek ze mną?- jej głos był bardziej spokojny niż przed chwilą, co oznaczało, że jedno nieodpowiednie słowoi wpadnie w furię.
-Tysiąc lat temu usłyszałem pewną przepowienię. Przepowiednię o tobie- zamknąwszy oczy, zaczął recytację:
Za tysiąc lat, gdy słońce stanie za horyzontem,
przyjdą na świat dzieci o niezwykłej mocy.
Mocy większej niż ma Król Duchów.
Jedna uratuje, druga wszystko zniszczy.
Wraz z Królem Szamanów uratuje naszą planetę...
Otworzył oczy, uśmiechając się do oniemiałej Sary.
-Co to na znaczyć?- wydukała w końcu.
-Możesz ocalić Ziemię lub ją zniszczyć.
-Ale jak?
-Przyłączając się do mnie. Razem zniszczymy ludzi, zakałę naszej planety. Przeżyją wyłącznie silni szamani.
-Oszalałeś!- krzykneła, odskakując od niego.- A tę pseudo prepowiednię słyszał jakiś twój przodek, a nie ty! Coś ci się pomieszało.
-Nic mi się nie pomieszało- Hao z rezygnacją pokręcił głową.- Tysiąc lat temu opanowałem pięć punktów Gwiazdy Jedności: cztery żywioły i swobone przemieszczanie się między tym swiatem a umarłych. Odradzam się na każdy nowy Turniej. Niecałe cztery lata temu pokonał mnie mój brat bliźniak Yoh wraz z przyjaciółmi, ale wróciłem, bo przypomniałem sobie o tobie.
-A na jakiej podstawie sądzisz, że się do ciebie przyłączę?- z jej oczu leciały iskry. Buła wściekła. Zraniona i wściekła.
-A masz jakiś wybór?- zapytał dziwnie.
Blondynka odwróciła się i zaczeła biec.
-Możesz uciekać, ale i tak cię znajdę- zawołał za nią.- Chodźmy Duchu Ognia. Nie chcę jej atakować, lecz nie mam wyjśćia. Jednak nie musimy się śpieszyć. Doskonale wiem, gdzie biegnie.
Trochę nudne, wiem. Obiecuję, iż akcja w następnym parcie się rozkręci. Jak zwykle proszę o komenty. Papatki:)
Keiko
komentarze [11]